Pasta del Capitano

Pielęgnacja zębów to temat poruszany na blogach rzadziej niż pielęgnacja skóry czy włosów, choć istotny.


Kilka lat temu zainteresowałam się tą tematyką, bo chciałam poprawić stan zębów, które niestety mam „genetycznie słabe”. Wówczas zdecydowałam się zrezygnować z popularnych i znalazłam kilka past „alternatywnych”, które dobrze mi służyły.

Ostatnio zauważyłam, że na rynku pojawia się coraz więcej past do zębów, w tym coraz więcej naturalnych, czy w jakiś sposób różniących się od „mainstreamu”. Dało się to zauważyć także w czasie niedawnych targów Ekocuda – zdziwiłam się, jak wiele firm miało w swojej ofercie pasty do zębów i inne środki do ich pielęgnacji – szczoteczki, płyny do płukania, a nawet olejowe płukanki i proszki.


Wygląda na to, że wzrasta zainteresowanie świadomą pielęgnacją zębów i higieną jamy ustnej. Cieszy mnie to, bo odkąd sama się tym zainteresowałam, stan mego uzębienia się poprawił.

Dawno nie pisałam o pastach do zębów, bo od dłuższego czasu używałam tych, które już znałam – najczęściej pasty bez fluoru Lavera. Jestem jednak ciekawa kolejnych rynkowych nowości, zwłaszcza, że coraz częściej są to nie tylko pojedyncze produkty, ale całe serie.


Tak jest w przypadku marki „Pasta del Capitano” - mamy tu pasty, ale także płyn do płukania i szczoteczki. A wszystko to wygląda jak przeniesione w czasie sprzed ponad stulecia. I właściwie takie jest. :-)

W 1905 roku Clemente Ciccarelli, kapitan włoskiej Armii Królewskiej i doktor Chemii Farmaceutycznej, stworzył w rodzinnej aptece pastę do zębów. Był to o tyle nowatorski wynalazek, że w tym czasie we Włoszech czyszczono zęby proszkami...


Pasta szybko zyskała popularność, a firma rozwinęła się na tyle, że jest dziś dostępna także na innych rynkach – np. w Polsce. I choć w jej ofercie pojawiły się inne warianty pasty – np. wybielająca, ciągle jest produkowana „najstarsza” pasta - według oryginalnej receptury. 

Oznacza to, że nie ma w niej składników, które zaczęto dodawać do past później – w tym kontrowersyjnego triclosanu, czy parabenów. Może więc być interesująca dla osób, które zainteresował skład kosmetyków do higieny jamy ustnej. Zawiera fluor – w postaci fluorek sodu 0,500%.


Smak pasty tworzą liście goździków, mięta i cynamon. Od razu skojarzył mi się z pastami do zębów z mojego dzieciństwa – czyli z czasów, kiedy zachodnie marki nie weszły jeszcze szturmem na polski rynek past i zęby myło się zwykłymi, „komunistycznymi” ;-) pastami.

Być może jest to siła sugestii, że „historyczna” pasta tak właśnie smakuje, a może po prostu kiedyś były nieco inne trendy, jeśli chodzi o smak past?

Osobiście wolę pasty o takich smakach, jak mają te „historyczne” albo naturalne pasty. Bardziej „stonowane” niż „chemiczne” gejzery lodowcowo-eukaliptusowo-jakiejśtam „świeżości”, która wypala paszczę – a tak kojarzą mi się teraz niektóre pasty. Kiedy ich używałam, byłam przyzwyczajona do tych smaków, kiedy jednak przeszłam na łagodniejsze pasty – przestały mi one odpowiadać. Za to pasta mocno się pieni i „odświeża” jamę ustną.


W ofercie marki dostępny jest też płyn do płukania, z którym jednak trzeba uważać, bo nie wolno go połykać. Według notatki na opakowaniu grozi to zatruciem. Jest to koncentrat, więc przed użyciem trzeba go rozpuścić, co jednak nie jest trudne – do opakowania dołączono miarkę.

Są także inne wersje pasty - m.in. wybielająca. Więcej informacji o tych produktach znajdziecie na stronie Pasta del Capitano.


Najbardziej podoba mi się pomysł na opakowania - kosmetyki wyglądają jakby przeniesiono je w czasie z dawnych lat. Wyglądają więc fajnie w łazience. Płyn do płukania jest w butelce z ciemnego szkła. Tuba jest co prawda plastikowa, nie metalowa, ale z tego, co wiem, to lepsze rozwiązanie z chemicznego punktu widzenia. 

Do całości pasuje „vintage” szczoteczka oraz metalowy klucz, który jest „wyciskaczem” pasty i pozwala dokładnie wykorzystać zawartość tubki. Ten ostatni gadżet zostanie na stałe w wyposażeniu mojej łazienki. 


Skład pasty:
Sorbitol, Aqua, Hydrated Silica, Polysorbate 60, Aroma, Zinc Coco-Sulfate, Cellulose Gum, Cl 77891, Sodium Monofluorophosphate, Sodium Saccharin, Sodium Carbonate, Eugenol, Cinnamal, Geraniol, Limonene, Cl 45430, Cl47005.



14 komentarzy:

  1. Bardzo ciekawa marka, muszę poszukać tej pasty, chociaż wolę wybielające :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wybielająca też jest w tej serii. :-)
      Jestem jej ciekawa.

      Usuń
  2. Bardzo ciekawa pasta i piękne opakowanie :D Wybieram pasty naturalne, więc myślę, że i ta, nienapakowana chemią przypadnie mi do gustu :D
    Pozdrawiam ciepło, Agness:D

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie cierpię smaku tych drogeryjnych past, dla mnie są zdecydowanie za mocne i ja zresztą najczęściej sięgam po pasty bez fluoru :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mam podobnie. Zwłaszcza odkąd przeszłam na naturalne, te "drogeryjne" wydają mi się paskudne. Kiedy używałam takiej przez kilka dni podczas odwiedzin u rodziców, postanowiłam, że następnym razem przywiozę swoją pastę. :-)

      Usuń
  4. Nie próbowałam jeszcze naturalnych past do zębów, ale ta wygląda naprawdę intrygująco <3 Urocze są takie opakowania w stylu retro!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też te opakowania urzekły. Fajnie wyglądają w łazience. :-)

      Usuń
  5. Lubię takie firmy z tradycją :) Przyznam, że o tej jeszcze nie słyszałam

    OdpowiedzUsuń
  6. Zdjęcia są po prostu super!
    Nawet pastę do zębów umiesz tak sfotografować, że szczęka opada. Już nabrałam ochoty na stylową tubkę do mojej łazienki, która jest w stylu shabby chic i znalazłam sklep, gdzie można ją kliknąć!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Do takiej łazienki może świetnie pasować taki styl opakowań. :-)

      Dziękuję za miłe słowa!

      Usuń