Sattva Ayurveda: szampon Shikakai, olejek Maha Bhringraj i henna

Kosmetyki Sattva Ayurveda znam od dłuższego czasu, zetknęłam się z nimi jeszcze gdy marka nazywała się Swati.


Trzy lata temu zamieściłam tu wpis o cassii Swati Lubię indyjskie kosmetyki do włosów (farbuję je henną od ponad 20 lat), więc zdecydowałam się wypróbować kolejne. Hennę Sattva (czerwoną, czyli naturalną – mającą w składzie tylko hennę) kupiłam na Ekocudach, a później trafiły do mnie jeszcze olejek Maha Bhringraj wzmacniający cebulki włosowe i szampon Shikakai do pielęgnacji skóry głowy.

Dwa ostatnie kosmetyki doradziła mi Pani Żaneta z Sattva, kiedy pytałam ją o kosmetyki przeciwdziałające wypadaniu włosów. Od jesieni miałam z tym poważny problem. Włosy bardzo mi wypadały - nie wiedziałam, dlaczego. Nie było to zwyczajne „jesienne linienie ssaków”, włosy wypadały niemal dosłownie garściami. Przyczyną mogła być choroba autoimmunologiczna, ale także dieta, stres, zła kondycja skóry głowy i... licho wie, co jeszcze.

Postanowiłam działać na kilka frontów: zadbać o to, by w diecie nie brakowało cynku i żelaza (to ostatnie mnie niepokoiło, bo nie jadam mięsa). Zaczęłam też suplementować biotynę. Odstawiłam używane wcześniej kosmetyki do włosów i sięgnęłam po szampon i olejek Maha Bhringraj. W tym czasie farbowałam też włosy henną Sattva (wystarczyła mi na 3 użycia), więc dominowały one w mojej pielęgnacji włosów. Unikałam używania wielu kosmetyków do włosów, podejrzewając, że one też mogą być przyczyną wypadania.


Udało się! Może nie do końca zachwycająco – nadal włosy wypadają mi chyba bardziej niż normalnie, ale znacznie mniej niż w listopadzie. Myślę, że kosmetyki Sattva też się do tego przyczyniły, obok diety i suplementowania biotyny. Poza tym są bardzo przyjemne w użyciu, a włosy po ich stosowaniu wyglądają świetnie.

Jednak zastanawiam się, czy to wzmożone wypadanie nie było spowodowane właśnie kosmetykami. Na ten trop naprowadziła mnie osoba, która powiedziała, że swego czasu włosy bardzo jej wypadały, gdy stosowała kosmetyki z serii nawilżającej Petal Fresh. Też stosowałam w tym czasie tę serię i po odstawieniu jej i zmianie na kosmetyki Sattva od razu dostrzegłam poprawę.

Zaskoczyło mnie to, bo skład serii Petal Fresh jest wprost fantastyczny i nie podejrzewałabym jej o takie działanie. Dam jej jeszcze szansę, kiedy włosy mi się wzmocnią i wtedy napiszę, czy rzeczywiście te kosmetyki były winne.

Tymczasem opowiem Wam o kosmetykach Sattva: hennie, szamponie Shikakai i olejku Maha Bhringraj.


Henna Sattva


Lubię testować hennę różnych marek i ta jest jedną z lepszych, jakich używałam. Nie jest tak świetna, jak henna BAQ (ale też nie jest henną BAQ), jednak pośród „zwykłych” farb roślinnych pozytywnie się wyróżnia. Włosy po farbowaniu mają połysk i są rude. Kolor jest trwały, po trzech tygodniach nie traci na intensywności, ale farbuję znowu z uwagi na odrosty.


Pojemność to 150 g, co wystarcza mi na trzy farbowania (włosów sięgających za ramiona). Plusem jest opakowanie – estetyczna, porządna tekturowa tuba, którą można „zrecyclingować” i trzymać w niej np. pędzle do makijażu mineralnego. ;-)

Nie zrobiłam zdjęcia włosów, ale efekt jest taki, jak po zastosowaniu większości farb roślinnych, mających w składzie tylko hennę. Rudy kolor i połysk.

Skład:
Henne (lawsonia inermis)

Olejek Maha Bhringraj


Ajurwedyjski olejek Maha Bhringraj ma wzmacniać cebulki włosowe oraz nadawać włosom połysk i miękkość. Według producenta regularne stosowanie olejku zapobiega nadmiernemu wypadaniu włosów i przedwczesnemu siwieniu.

Olejek ma w składzie są zioła i ekstrakty roślinne oraz oleje sezamowy, rycynowy i neem. Od razu powiem, że zapach tego ostatniego nie jest wyczuwalny, co uważam za ogromny plus. Zawiera także zioło bhringraj, które zapobiega wypadaniu, łysieniu i siwieniu włosów. 

Producent zaleca, by rozprowadzić olejek na skórze głowy, wykonać masaż skóry głowy a następnie pozostawić olejek na minimum 2 godziny, a najlepiej na całą noc. Następnie zmyć odpowiednim szamponem ajurwedyjskim.


Czytając skład trochę się obawiałam zapachu – głównie z powodu neem. Poza tym indyjskie, ajurwedyjskie kosmetyki czasem pachną tak intensywnie, że bywa to męczące. Zwykle, gdy stosowałam takie kosmetyki, męska część mej rodziny wyrzucała mnie z pokoju, twierdząc, że woń jest nie do wytrzymania.

Teraz na szczęście tak nie było. Owszem, zapach jest intensywny, ale bardzo mi się spodobał, bo jest różany!

W dodatku to ciekawa róża z innej epoki. Nie taka, jaką możemy znaleźć we współczesnych perfumach. Kojarzy się z perfumami sprzed wieku, a dziś takie zapachy można znaleźć w tzw. „niszy”. Choć więc usłyszałam, że pachnę „jak uperfumowana babcia”, mnie się ten zapach podobał.

Mimo to z uwagi na jego intensywność, stosowałam go krócej niż zaleca producent. Nakładałam go na skórę głowy i wykonywałam masaż, ale zmywałam maksymalnie po pół godzinie. Zmywałam go szamponem Shikakai, który radził sobie ze zmyciem oleju i zapach nie utrzymywał się długo na włosach.

Jak napisałam powyżej – wypadanie włosów się zmniejszyło, więc myślę, że olej działa. Nie zauważyłam wpływu na siwienie, ale regularnie farbuję odrosty, więc niewiele ich widuję. ;-)

Skład:
Sesame oil, Coconut oil, Sunflower oil, Wheat Germ oil, Castor oil, Neem, Jatamansi, Amla, Baheda, Harad, Nagarmotha, Bhringraj, Brahmi, Jasmine oil, Kapoor, natural fragrance. Olejek dedykowany dla włosów ciemnych.


Szampon Shikakai


Największym hitem dla mnie okazał się szampon Shikakai. Ma on przywracać włosom witalność, sprężystość i blask, chroniąc je przed utratą wilgoci i szkodliwym działaniem czynników zewnętrznych.

Producent zaleca, by rozprowadzić niewielką ilość szamponu na dłoniach, nanieść na skórę głowy i włosy, następnie masować do powstania piany i pozostawić na 5-10 minut. Po tym czasie należy spłukać szampon wodą. W razie potrzeby czynność powtórzyć. Ja powtarzałam, szczególnie jeśli wcześniej używałam oleju.


Kosmetyk jest dość rzadki i nie pieni się mocno, jednak oczyszcza włosy, zmywa olej i ma bardzo przyjemny, orzeźwiający zapach. Skóra po umyciu włosów nie jest ściągnięta.
Ma jeszcze jedną zaletę, o której muszę Wam tu napisać, bo rzadko się to zdarza szamponom – po jego zastosowaniu nie potrzebuję odżywki!

Co więcej: moje włosy po umyciu tym szamponem mają piękny połysk, a to nie leży w ich naturze. Mam suche, wysokoporowate włosy, którym trudno nadać połysk nawet przy użyciu odżywek.

Włosy lśnią, a skręt loków jest imponujący. Dlatego właśnie szampon najbardziej przypadł mi do gustu i jestem nim zachwycona.

Skład:
Aqua Decyl Glucoside, Sodium Lauryl Sorcosinate, Sodium Cocoyl Glycinate, Aloe vera, Bhringraj, Shikakai, Nargamotha, Methi, Reetha, Jatamasi, Almond oil, Acrylate copolymer, Tocopheryl acetate, Phenoxy ethanol, Lemon oil, Rosemary oil, N-undecylenoyl glycine, N-capryloyl glycine, Triethanolamine, Natural fragrance, Natural color


Kosmetyki Sattva Ayurveda są oparte na recepturach ajurwedyjskich wytwarzane są na bazie roślinnych składników pochodzących z czystych upraw. Nie zawierają parabenów i SLS, a więc nie zaburzają równowagi nawet bardzo wrażliwej skóry. 

Firma nie testuje produktów na zwierzętach, a fabryki produkujące kosmetyki posiadają wymagane certyfikaty ISO oraz GMP. To podejście bardzo mi się podoba i jestem ciekawa innych kosmetyków, przede wszystkim tych do włosów. Szczególnie interesują mnie farby, które mają ciekawe składy, a kto zna mój blog, ten wie, że naturalne farby do włosów to moja pasja. ;-)

Jestem bardzo zadowolona z tych kosmetyków, a w szczególności z szamponu, po który na pewno jeszcze będę sięgać w przyszłości. 


43 komentarze:

  1. Jeśli mam być szczera po raz pierwszy się spotykam z tą marką. Nigdy jej nie widziałam ani na innych stronach ani w sklepach.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Teraz jest coraz więcej marek kosmetycznych i coraz trudniej śledzić je wszystkie, więc czasem tak bywa ;-)

      Usuń
  2. Wygladaja bardzo zachecajaco, chetnie bym sie z nimi zapoznala :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są ciekawe i dość łatwo dostępne. Widziałam je w Kontigo.

      Usuń
  3. Dobra recenzja! Uwielbiam Ayurvedę! Codziennie popijam ziółka! Tej marki jeszcze nie miałam. Akurat rozglądałam się za olejkiem i nawet pisałam na blogu, że go potrzebuję (choć widać i nie trzeba było pisać XD). Co do siwych włosów, to fryzjerka mi kiedyś mówiła, że jak już włos osiwieje to będzie w tym miejscu zawsze wyrastał siwy. Kwestia w tym, że te które by stały się siwe, nie staną się dzięki owemu specyfikowi, lub przynajmniej część z nich. Musiałabyś porównać swoją siwiznę z siwizną siebie z alternatywnej rzeczywistości, w której o ten aspekt nie zadbałaś. XD Tak czy inaczej, może to dobrze, może źle ale jak widzę nazwę Ayurveda, to już się nie boję... Pozdrawiam!^^

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Mnie też interesuje ayurveda i lubię czytać na ten temat.

      Co do siwych włosów, to chyba właśnie tak jest. Ja zaczęłam siwieć bardzo wcześnie - miałam widoczne siwe włosy w okolicy siedemnastych urodzin. ;-( Na szczęście dość wolno się to odbywa, bo na początku obawiałam się, że będę siwa przed dwudziestką. :-)

      I masz rację, żeby wiedzieć, co się dzieje, musiałabym się cofnąć w czasie i mieć dostęp do tej alternatywnej rzeczywistości i siebie w owej. ;-))))))

      Usuń
  4. Marki nie znam ale wpis jest super i powiem szczerze z miłą chęcią bym je wypróbowała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Staram się jak mogę :-)

      Usuń
  5. Interesting beauty products. We keep in touch. xx

    OdpowiedzUsuń
  6. Genialny wpis. Szukam takich kosmetyków. Lubię takie naturalne składy i po prosty wyjątkowość. Z tej listy zdecydowanie zainteresuje się szamponem, bo je zmieniam najczęściej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa!

      Ja też właśnie takie kosmetyki wybieram. O naturalnych składach, najlepiej prostych i "krótkich".

      Usuń
  7. Znam tę markę, ale z innych produktów.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawa jestem, z jakich. Zajrzę do Ciebie, czy pisałaś o nich!

      Usuń
  8. Nigdy nie miałam kosmetyków ajurwedyjskich, a markę znam jedynie "z widzenia". Jednak z chęcią by poznała te kosmetyki, bo zapowiadają się naprawdę ciekawie.
    Zainteresował mnie zwłaszcza olejek, bo ostatnio moje włosy polubiły zabiegi przy ich użyciu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Moje włosy też lubią oleje. Pożerają je po prostu :-)

      Usuń
  9. These products look really wonderful. And I enjoy the packaging as well. Great post!
    the-creationofbeauty.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  10. mi nawilżający szampon petal fresh baaaaaardzo podrażnil skórę głowy, więc coś fakrtyczne jestz nimi do rzeczy...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Dobrze wiedzieć! Więc jest nas już trzy osoby - o ile w moim przypadku to było to.

      Usuń
  11. A ja dziękuję Ci za tę część "Pojemność to 150 g, co wystarcza mi na trzy farbowania (włosów sięgających za ramiona)". Od nie wiem jak dawna czaję się na pierwsze użycie henny i miałam już chyba pełne know-how poza właśnie tym - ile ja tego muszę mieć? Dzięki!:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Są różne teorie na temat tego, ile henny potrzeba na ufarbowanie włosów. mnie wystarczało ok 50 g nawet kiedy miałam dłuższe włosy niż obecnie (za łopatki). Ale np. na stronie któregoś sklepu z henną do długich włosów doradzane jest 500 g (10 razy tyle, ile ja używam). Moje włosy są bardzo dokładnie pokryte, gdy używam tych 50 g, więc nie wiem nawet, jak się używa dziesięciokrotnie więcej i ile "mazi" powstaje. Ale może komuś to służy? :-)

      Jeśli chcesz się dowiedzieć więcej o hennie, to na blogu jest sporo wpisów o niej. Mam z nią ponad 20-letnie doświadczenie, a farbuję co 3 tygodnie - więc mam za sobą bardzo dużo farbowań. ;-)

      Usuń
  12. Hello,

    Oh, lovely !

    Sarah, https://sarahmodeee.fr

    OdpowiedzUsuń
  13. Markę kojarzę, ale jedynie z innych blogów. Sama nie miałam okazji testować żadnego kosmetyku. Najbardziej ciekawi mnie ten olejek ;) A jeśli chodzi o szampony to w najbliższym czasie nie planuję testować żadnych nowości, bo po ostatniej przygodzie nabawiłam się łupieżu...

    OdpowiedzUsuń
  14. Pierwszy raz spotykam się z tą marką, nawet wizualnie nie kojarzę jej, ale zaciekaiła mnie przyznam:)

    OdpowiedzUsuń
  15. Przyznam szczerze, że nie słyszałam wcześniej o kosmetykach tej firmy. Szampon najbardziej mnie zaciekawił.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wcześniej była to marka Swati, może o niej słyszałaś?

      Usuń
  16. Looks like a really good brand!◝(ᵔᵕᵔ)◜

    Blog de la Licorne

    OdpowiedzUsuń
  17. Witam, znam tą markę. Sattva farbę roślinną jasny blond zakupiłam w Hebe i byłam z niej zadowolona, super drobno zmielona, bezproblemowo spłukuje się z włosów po nałożeniu henny. Jednak trzeba dokładnie oczyścić włosy z oblepiaczy, inaczej nie będzie efektu.Ja Sattvą kamufluję pojawiającą się siwiznę.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ciekawią mnie roślinne farby w odcieniach blondu, choć na moich włosach niestety nie pokażą, co potrafią - mam na nich zbyt wiele warstw henny, która je przyciemniła :-)

      I masz rację, przed farbowaniem trzeba dobrze oczyścić włosy.

      Usuń
  18. OO! MEGA MNIE CIEKAWI TA MARKA! A JESZCZE NIC NIE MIAŁAM;))

    OdpowiedzUsuń
  19. Do henny póki co nie wrócę, za to szampon i olejek muszę wypróbować, bo i moje włosy po kilku miesiącach diety nie wyglądają najlepiej. Nie zapominaj też o tranie, nie wiem czy piękne włosy mojej Anieli to nie rezultat wieloletniego picia tranu. I odpowiedniej pielęgnacji także (czytaj: mycia włosów tylko raz w tygodniu) ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zamiast tranu posilam się olejem lnianym i też efekty są - na skórze, jak na razie. Napiszę o tym chyba cały wpis, bo to naprawdę jest odkrycie.

      Kiedyś myłam włosy raz w tygodniu i w sumie nadal mogłabym tak robić, bo nie przetłuszczają się za bardzo, ale teraz przeszkadzają mi zapachy w nich i inne zanieczyszczenia. Po prostu mam poczucie, że mam brudne włosy i trzeba je umyć. ;-)

      A Twoja Anielka ma przepiękne włosy!

      Usuń
  20. Lovely blog. Thanks for sharing with us.

    OdpowiedzUsuń
  21. Pierwszy raz słyszę o tej firmie . Zaciekawilad mnie możliwe ze sobie kupię i wypróbuje ;). Co do Petra Fresh jakoś nie zauważyłam zeby mi bardziej włosy wypadały od ilości która zawsze przy czesaniu troszkę wychodzi . Mimo to dobrze wiedzieć ze może mieć taki wpływ.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. A jaką masz serię z Petal Fresh?

      świetne składy mają te kosmetyki i miałam nadzieję, że ta seria nawilżająca mi poprawi stan włosów, a on się pogarszał i długo nie podejrzewałam o to kosmetyków. Możliwe zresztą, że to nie one - będę jeszcze próbować dać im szansę.

      Usuń
  22. Nie znam tej marki, ale szampon by mi się przydał, bo lubię kiedy włosy lśnią.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też lubię. A moim nieczęsto się to zdarza.

      Usuń