O drogeryjnym "otwieractwie"

Miał być kolejny hedonistyczno-eskapistyczny wpis, ale los zdecydował inaczej... ;/


Byłam w drogerii, ale miałam niewiele czasu. Spodobał mi się ten kolor lakieru, więc sprawdziłam na leżącym obok wzorniku, jak wygląda "w praktyce" i wrzuciłam butelkę do koszyka. Dopiero w domu obejrzałam ją z bliska i zobaczyłam to...


Ktoś ją sobie otworzył. I zamknął. Po czym odłożył na miejsce i... niech to teraz kupi kto inny!

Licho jedno wie, co otwieracz(ka) zrobił(a) po drodze. Nie zdziwiłabym się, gdyby pomalował(a) sobie pazury (lub co inksze).

Widziałam już kiedyś w drogerii nastolatki, które malowały sobie paznokcie na różnokolorowo stojącymi na półce lakierami,  potem odstawiały je na półkę (z towarem, nie były to testery). Zwróciłam im nawet uwagę.

Zdarzyło mi się też stojąc na przystanku zobaczyć przez szybę innej drogerii, jak dorosłe, eleganckie kobiety otwierają i odkładają na półkę tusze do rzęs. Też nie testery. Nie kupiłabym tam tuszu.

Przecież w ten sposób skraca się trwałość takiego kosmetyku i wprowadza do środka powietrze, bakterie, kurz, itp. To wszystko sprawia, że w wielu produktach zaczynają zachodzić reakcje chemiczne, rozwijają się bakterie – zaczyna on tracić swoje właściwości. Z jakiegoś powodu na kosmetykach jest napisane jaka jest trwałość produktu od chwili otwarcia.

Lakier był zabezpieczony, co widać na załączonym obrazku. Co więcej: obok leżał wzornik. Nie sposób było go nie zauważyć. Przytwierdzony był do półki, więc nawet nie mógł spaść. 

Mimo to "drogeryjna otwieraczka" (to ciągle bardziej prawdopodobne niż wersja "otwieracza" płci męskiej) rozerwała zabezpieczenie, aby sobie otworzyć.

Musiała go wypróbować? Powąchać?  A może chciała sprawdzić, czy naprawdę się otwiera, bo nie ufa tym postcyberpunkowym korporacjom?

Wygląda na to, że nie ma sensu robić zakupów w pośpiechu. Teraz wszystko trzeba obejrzeć, czy czasem nie było używane w charakterze testera... Nawet jeśli tester leżał tuż obok.

Was też drażnią takie praktyki? Czy tylko ja się czepiam?

67 komentarzy:

  1. temat irytujący
    ale co się dziwić nastolatkom skoro pani ekspedientka robi podobnie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dokładnie - należałoby zacząć od personelu sklepów.

      Usuń
    2. O tym samym pomyślałam :/

      Usuń
    3. Ostatnio pani mi w drogerii "a no nie ma testerów to..." i ciap na rękę. A potem het, żebym włożyła do koszyka Stay Matta... yyy... skoro mi dawała na łapę, to ilu osobom wcześniej? Ehm...

      Usuń
  2. Nie znam w kosmetycznej blogosferze osoby, której by to nie drażniło. Najbardziej jestem wyczulona na macanie tuszów do rzęs. Brzydzi mnie to i doprowadza do szewskiej pasji bo tam kontakt z powietrzem uruchamia tykanie zegara przydatności w nieubłagany sposób. Dlatego tusze zaczęłam kupować zafoliowane (np. Yves Rocher, marki Sephora). Byłam również świadkiem jak w sklepie wolnocłowym na statku pracownica perfumerii otwierała tusze (nie testery) luksusowych marek, żeby pokazać klientkom - no po prostu mowę mi odjęło. Czego jak czego, ale w perfumerii pracownicy powinni być odpowiednio przeszkoleni. Jeśli kupuję drogeryjne tusze, to tylko w zestawach w kartonikach np. z dołączonym płynem do demakijażu. Tylko wtedy ufam, że nikt się do tego nie dobrał.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja takie coś widziałam w jednej z "luksusowych drogerii" w Warszawie - tzn. jak pani sprzedawczyni pokazywała takie. Ale buty mi opadły, gdy w tej drogerii za szybą panie otwierały i zamykały chyba wszystkie tusze, jakie tam stały na półce. Czekałam chwilę na tym przystanku, a one otwierały i otwierały... I to już nie były nastolatki...

      Usuń
  3. dokładnie jak pisze Ania B powyżej, zacznijmy od szkolenia niektórych pracowników
    a potem wszystkie młode i nie tylko kobiety
    ja ostatnio miałam niewątpliwą przyjemność kupić cień zaklejony jak na Twoim zdjęciu z boku itp. Z napisami na górze, więc obejrzałam - wygląda ok, folia trzyma, a po rozpakowaniu w domu zobaczyłam odbitego perfidnie na samym środku palucha ;/
    po wymacaniu zaklejony równiutko z powrotem
    brak słów po prostu

    OdpowiedzUsuń
  4. oj drażnią bardzo, dlatego dla bezpieczeństwa sięgam w najdalszy koniec półki :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Mnie nie tyle przeraża data przydatności takiego otwartego produktu ale myśl o tym że ktoś, nie wiadomo jak się przyjaźni z higieną i testuje to na sobie. Odbite paluchy na cieniach, pudrach, kamuflażach (o zgrozo!), kontakt z lakierem, tuszem. Nawet jak ktoś dba o higienę, ale chodzi cały dzień po sklepach to zbiera zarazki. Sama czuję że po kilku sklepach mam brudne ręce, chociaż tylko oglądam produkty/ubrania. Nigdy nie wsadziłam w nic palucha :D Od tego są testery. I faktycznie, najlepiej jest brać dany produkt od końca półki.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O dokładnie, tak ja prawdę mozna sie czymś zarazić nawet malując sie testerami ja np nigdy nie używam testerów szminek na usta etc

      Usuń
  6. Tam przynajmniej był wzornik, widzisz... Kupowałam dziś Stay Matte (promocja!) w Rossmannie i zero jakiegokolwiek testera, nie dziwię się że pchają łapska, sama miałam ochotę, żeby sprawdzić kolor no i koniec końców wzięłam w ciemno, powstrzymała mnie uczciwość :<

    OdpowiedzUsuń
  7. Też tego wręcz nieznoszę, zauważyłam, że najwięcej "wymacanych" kosmetyków mozna spotkać w superpharm i rossmanie, w Hebe sytuacja jest dużo lepsza. A czasem podczas zakupów w sephorze zdarzało mi sie, ze konsultantka sama zaproponowała, ze otworzy mi tusz (nie tester!) i pokaże szczoteczkę:/ a potem oczywiście ktoś kupi taki tusz i myśli, ze ma świeży:/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To chyba głównie od pań sprzedających zależy, u mnie przoduje natura, szafki kolorówki są wprost obrzydliwe, nie dość, że wszystko wymacane to jeszcze całe półki są ubabrane w podkładach i cieniach.

      Usuń
  8. Eh. Każdy sklep obowiązkowo powinien przy produktach, które trzeba przetestować, powinien wystawiać testery

    OdpowiedzUsuń
  9. Najbardziej obrzydza mnie myśl o używaniu takiej przetestowanej przez "otwieraczkę" pomadki... Ohyda. Lakier to "pół biedy", jednak nadal bardzo irytujące.

    OdpowiedzUsuń
  10. NIENAWIDZĘ otwieraczek i macantek...

    możliwe, że otwieraczka chciała sprawdzić kształt pędzelka i konsystencję lakieru, bo tego tester nie pokaże. ale c'mon, tego się nie robi i już!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Aha, to mi nie przyszło do głowy!

      Usuń
  11. Obrzydliwy zwyczaj! Staram się zawsze sięgać gdzieś w zakamarki półki albo kupuję zafoliowane, w pudełeczkach. Nie zawsze tak się da, oczywiście. Jeszcze nigdy mi się nie zdarzyła taka sytuacja i sama nie widziałam, ale stale ktoś mówi, że był świadkiem lub ofiarą tych praktyk, więc lepiej dmuchać na zimne...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja własnie też wolę zafoliowane!

      Usuń
  12. Bardzo drażniący i niestety wiecznie żywy temat:/ Jak byłam na tej mega promocji w Rossmannie, podeszłam do pracownicy, żeby mi pomogła z doborem różu z Bourjoisa, niestety testeru nie było, więc kobieta otworzyła produkt, podała mi go, mówiąc: ,,niech sobie Pani maźnie, nic się nie stanie" A ja :O Zwróciłam jej uwagę, że to gotowy produkt i tak się nie robi!!! A ona zdziwiona, czego ja chce jak wszyscy tak robią -.- Więc Kochana o czym my tu gadamy jak same pracownice Rossmanna otwierają i zachęcają do tego?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja tak miałam w "bardziej luksusowej" drogerii.

      Usuń
  13. Niestety Panie ekspedientki robią to samo, otwierają kosmetyki żeby pokazać klientkom. Notorycznie sytuacja się powtarza, np w drogeriach Natura...
    Potem klientki myślą, że można do woli sprawdzać szczoty w tuszach i pędzelki w lakierach.
    Miałam podobne sytuacje do Ciebie, po paru wpadkach zmądrzyłam się i otwieram kosmetyki przy kasie zanim zapłacę, jeśli widać że coś było macane, (np upatany gwint w tuszu czy lakierze) oddaję i proszę o Nowy skoro płacę za "nowy", zawsze mi wymieniają ;))))

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Bardzo dobra metoda!!

      Usuń
    2. Polecam każdej z Was, nie wyjdziecie na macantki i nie kupicie zonka ;P

      Usuń
  14. Dziś na zajęciach z teorii kosmetyki pani wykładowczyni pokazywała nam jak wyglądają testy laboratoryjne i ankiety, które wypełniają 'króliki doświadczalne'. Zadawała nam kolejen pytania -my odpowiadałyśmy jako niby-grupa-testowa, aż padło na 'Czy zdarza Ci się otworzyć kosmetyk w sklepie' i aż mi kopara opadła, kiedy połowa sali potwierdziła... Panie kosmetolożki, kurde:P

    OdpowiedzUsuń
  15. Ja zawsze biorę produkt który jest prawie że na końcu wtedy mam pewność że jest nie otwarty i nikt go nie niuchał czy macał:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Niestety to niczego nie gwarantuje, w taki sposób nacięłam się na podsuszony tusz do rzęs :(

      Usuń
  16. Ja już zawsze sprawdzam. Nawet jak się spiszę. Zbyt wiele razy się nacięłam

    OdpowiedzUsuń
  17. Mnie też drażni takie "otwieracrwo". I nie tylko w drogeriach, w supermarketach widać to samo i dotyczy to nie tylko kosmetyków.
    Co do szkolenia pracownic to zgadzam się, że powinny być przeszkolone. Tyle tylko, że na szkolenia powinien wysłać pracownicę pracodawca i ponieść koszty tego szkolenia. A pracodawcom szkoda pieniędzy. Wolą wykręcać się kryzysem chociaż przed kryzysem było dokładnie to samo.

    OdpowiedzUsuń
  18. Z tego powodu sięgam po produkty na końcu półki.
    W tych zwyczajach przoduje chyba Rossmann, dlatego kupując tam coś nastawiam się na loterię, ktoś otwierał czy nie otwierał... ostatnio kupiłam dwa tusze i oba były ok, ale kiedy wcześniej też kupowałam tusze, po otwarciu ukazały mi się umazane szczoteczki, taki tusz znacznie szybciej wysechł...

    OdpowiedzUsuń
  19. Nie wyrzucaj! Ja moich lakierów używam do prac plastycznych:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie wyrzucę, to lakier, wiec jakoś to przeżyję, ale... musiałam odreagować. ;/

      Usuń
  20. owo otwieractwo w natężeniu zaobserwować można było min. w rossmanach podczas ostatniej promocji kolorówki -40%, udając się tam już na 3 czy 4 dzień promocji większość kosmetyków była albo wymacana albo zwyczajnie zepsuta (np. pęknięte opakowania, lusterka, zatrzaski cieni itp), koszmar! odechciało mi się zakupów ;/

    OdpowiedzUsuń
  21. Ten produkt akurat był zabezpieczony i wiesz o tym, że ktoś go otworzył. Jest całe mnóstwo produktów, których producenci nie zabezpieczają (np. tusze do rzęs) i tak naprawdę kupujemy "kota w worku". Ja staram się brać produkty z samego końca, licząc na to,że nie miała go wcześniej w rękach żadna "otwieraczka". Często w drogeriach używane są wody perfumowane, które wcale nie są testerami, ale skoro nie są w pudełku, to można się spryskać. Kilka razy widziałam jak ekspedientki zwracają na to uwagę klientkom.

    OdpowiedzUsuń
  22. Nigdy nie zrozumie ludzi, którzy otwierają kosmetyki w drogeriach. Najgorsze jest to, że obsługa nawet nie zwraca na to uwagi i pozwala na to. Tylko często kosmetyki są niezabezpieczone- głównie w rossmannie czy naturze bo hebe zazwyczaj ma pozabezpieczane kosmetyki.Inną sprawą jest to, że brakuje testerów, ale nawet jeżeli nie ma testera to nie należy otwierać kosmetyków. Wzorniki na lakiery też nie wszędzie są

    OdpowiedzUsuń
  23. Niestety wiele osób uprawia przedzakupowe macanko. Kiedyś nawet zdarzyło mi się przeszukać wszystkie podkłady w konkretnym odcieniu i nie znalazłam ani jednego oryginalnie zapakowanego i zabezpieczonego. Wszystkie były otwarte. Rozumiem, że testera nie było (co też jest skandaliczne, ale nie o tym), ale nie można przeznaczyć jednego opakowania na tester? Każda profesjonalna i zawodowa macaczka musiała pchać swoje paluchy do wszystkich opakowań?

    OdpowiedzUsuń
  24. Drogeryjne "otwieractwo " nie dotyczy tylko kosmetyków kolorowych. Lud namiętnie otwiera wszystko od szamponu przez żel pod prysznic itd.widziałam ostatnio jak kosmetyki były zapakowane ale połowa opakowań rozdarta produkty macane.także nawet jak producent zrobi coś w tym kierunku to ludzie i tak to rozwalą i zostawią. Gabriela

    OdpowiedzUsuń
  25. Oj, mnie też to zadziwia i drażni. Cenię sobie produkty,które mają solidne zabezpieczenia przed takimi praktykami. Szkoda też,że testery znikają w tajemniczych okolicznościach.

    OdpowiedzUsuń
  26. Tak, to jest strasznie denerwujące. Nie było by tego problemu gdyby było dostępnych więcej testerów, bo w niektórych drogeriach z tym krucho...

    OdpowiedzUsuń
  27. dlatego mnie np promocja -40% odstrasza niż zachęca
    bo nie ma co kupić wszystko jest stare i nie wiadomo ile razy zostało otwarte

    OdpowiedzUsuń
  28. Jezeli personel sklepu nie zrobi wielkiej akcji i nie zaczie tego wytepiac to nigdy sie nie skonczy. Ale ochroniarz w Rossmannie przyglada mi sie podejrzliwie kiedy wybieram podpaski. Nie zwroci uwagi zadnej delikwentce otwierajacej nie-testery ze ma teraz maszerowac do kasy i kupic to co naotwierala. az sie we mnie gotuje. A raz stojac obok ochroniarza zwrocilam uwage takiej pani to na mnie prychnela a facet olal cala sytuacje...

    OdpowiedzUsuń
  29. cale szczescie jeszcze nie kupilam otwieranego lakieru.. ale nie raz widzialam jak kobitki to robia i nikt nie zwraca im uwagi :(

    OdpowiedzUsuń
  30. Wstrętna praktyka, widzę, że chyba każdego normalnego człowieka to oburza.. na spożywczaku też otwierają opakowania z żarciem, żeby sprawdzić co w środku ?? :P

    OdpowiedzUsuń
  31. O proszę Cię, to jest jakaś maskara z tym otwieractwem. Ja kupiłam wczoraj balsam i najprawdopodobniej też był otwarty. A specjalnie sięgnęłam w głąb pułki. Przecież nie będę otwierała balsamu, żeby sprawdzić czy był otwierany. Normalnie ręce opadają. A to co napisała wyżej Marie, święta prawda. Jak jestem w Rossmannie po podpaski to ochroniarz łazi za mną jak cień, ale jak jakaś dama uskutecznia wizaż przy szafach z kosmetykami to nie reaguje. Paranoja.

    OdpowiedzUsuń
  32. Mnie też to doprowadza do szału, ale spotkałam się też z tym, że przy braku testerów pani ekspedientka poproszona przez klientkę, odkleiła zabezpieczenie, pokazała jej i nakleiła z powrotem :[

    OdpowiedzUsuń
  33. Mam koleżankę, która pracuje w drogerii i mówi, że nawet sama obsługa często maluje sobie paznokcie lakierami a później odstawia na półkę ( i nie są to testery). To samo jest z tuszami i innymi kosmetykami.

    OdpowiedzUsuń
  34. To prawda, mnie też to drażni. Kiedyś kupiłam eyeliner we flamastrze, który był już całkowicie zaschnięty i nie malował. Z drugiej strony robiąc zakupy w Rossmannie gdy była promocja zauważyłam brak połowy testerów. Nie było 2/3 testerów podkładów, cieni do powiek, pudrów to chyba w ogóle nie widziałam, a o testerach tuszów do rzęs czy choćby szczoteczkach można zapomnieć.

    OdpowiedzUsuń
  35. Otwieranie kosmetyków jest oczywiście haniebne, ale miałam lepszy motyw. Podczas zakupów w jednym ze sklepów spożywczych, trzech panów - biednych/pijaków/bezdomnych otworzyło słój z jakimś daniem gotowym i jakby nigdy nic zaczęli konsumować :D Komedia...

    OdpowiedzUsuń
  36. Ja tak ostatnio wrzuciłam do koszyka szminkę, ale coś mnie "tknęło" i ją sprawdziłam. Oczywiście miała zerwane zabezpieczenie a w środku paznokciami (??) poorany sztyft o_O Kompletnie tego nie rozumiem.

    OdpowiedzUsuń
  37. Taką niestety mamy kulturę w Polsce ! Przypuszczam, że przyczyną takiego zachowanie jest : Brak próbek ( O zgrozo poprosić o próbkę np. w Rossmanie gdzie ekspedientka patrzy na ciebie jakby się prosiło o sztabkę złota ) Brak testerów ( Często ich po prostu nie ma ) Brak wychowania ( Co kogo obchodzi, że ktoś to kupi )

    OdpowiedzUsuń
  38. Oby tym macantom kiedyś uschły ręce...

    OdpowiedzUsuń
  39. Też mnie to mocno irytuje. Po części to wina sprzedawców, że nie pilnują,żeby zawsze były na półce testery danego produktu, a po części klientów, którzy nie patrzą, że ktoś towar przez nich próbowany będzie kupować ;)

    OdpowiedzUsuń
  40. ehhh ja widziałam takie praktyki jak ekspedientka otwierała klientce tusz by pokazać szczoteczkę :O

    OdpowiedzUsuń
  41. Too jest okropne! Moja koleżanka kupiła ostatnio wykręcaną kredkę do oczu bez produktu w środku :(

    OdpowiedzUsuń
  42. Mało bywam w sklepach stacjonarnych, mam nadzieję, że drogerie internetowe nie dopuszczają się takich procederów bo owe niestety obejmują już wszystkie branże. Zdarzyło mi za to być na zakupach w markecie i patrzę a kobita otwiera majonez, wącha i odkłada, upomniał ją mąż, a ta na to, że chciała się upewnić że nikt przed nią nie otwierał. Yyy, chyba tak, skoro go nie wzięła, albo powstrzymać się nie potrafiła jak z folią bąbelkową:P Inna sytuacja, moja znajoma otwarła opakowanie z podpaskami i odłożyła, tłumaczenie: chciałam zobaczyć jakie są, odpowiedź na moje oburzenie: przecież wszyscy tak robią! I własnie w tym jest problem, przyzwolenie społeczne i brak własnego rozumu, ręce opadają.

    OdpowiedzUsuń
  43. Powtórzę się za większością. Personel - tu jest największy problem.
    Nikt nie dba o produkty i tak się sprzeda.

    OdpowiedzUsuń
  44. Mnie też bardzo drażni takie otwieranie produktów. I nie chodzi tylko o kosmetyki. Wystarczy przejść się po markecie i widać jak dużo opakowań jest porozrywanych.
    Dlatego kosmetyki kupuję najczęściej przez internet. Ufam, że właściciele nie otwierają każdego produktu aby powąchać. Przynajmniej taką mam nadzieję.

    OdpowiedzUsuń
  45. Ludzie otwierają i zostawiają, bo przecież to nie ich problem - kto inny kupi i bedzie sie martwił. Polecam uważać np w Tesco, kiedyś chciałam kupić balsam i peeling, musiałam każdy odkręcać ponieważ w kilku znalazłam porozrywane to sreberko zabezpieczające - bez zdjęcia nakrętki tego nie widać. Gdybym takie kupiła to wkurzyłabym się strasznie. Trzeba sprawdzać zawsze, albo kupować w sklepie bez samoobsługi, niestety.

    OdpowiedzUsuń
  46. Ludzie cwaniakują na każdym kroku, nawet żeby za darmo przemalować paznokcie... Śmieszne to jest, bo to drogeria ponosi straty, ale towar się jednak marnuje na jednorazowe eksperymenty. Ja nikogo na tym nie przyłapałam.

    OdpowiedzUsuń