Henna - moja historia

Cieszyłam się na wolne dni, w czasie których miałam zająć się blogiem, a tymczasem paskudnie się czuję, jakiś bakcyl mnie dopadł...


A jednak coś napiszę i będzie to od dawna planowana „moja włosowa historia”, ale tylko częściowa – ograniczona do mojej przygody z henną.


Zaczęła się ona jeszcze w mrocznych czasach włosowej i kosmetycznej nieświadomości.
Niedawno opisałam te czasy, a teraz dodam jeszcze, że miałam wówczas głowę krytą nieokreślonego koloru strzechą, która żyła własnym życiem, a było ono pogmatwane. 

Właśnie: „pogmatwane”! To słowo doskonale opisuje moje włosy. A w tamtych czasach pasowało nawet jeszcze bardziej. ;-)

Nie słyszałam wtedy o „olejowaniu” włosów i pewnie bym się krzywiła: „Jak to? Tłuszcz na włosy?! Przecież chodzi o to, żeby nie były tłuste!”


Moim sposobem na szalejące i „puszące się” włosy miała być suszarka, prostowanie i rozmaite szampony, odżywki, pianki, itp., których producenci obiecywali gładkość, zdrowy wygląd i takie miłe inne rzeczy. Tymczasem na ogół tych obietnic nie dotrzymywali.

Kolejnymi zawodami były kolejne wizyty u fryzjerów – to zresztą temat rzeka, nadający się na kolejny wpis. Porażka za porażką, aż się poddałam i przestałam tam chodzić. I tak miałam beznadziejną fryzurę. Na dodatek kolor mi się nie podobał.

Marzyły mi się rude włosy...


Postanowiłam zmienić kolor i na początek spróbowałam koloryzującej szamponetki, ale mnie uczuliła. Później zrobiłam sobie tzw. próbę alergiczną farbą - naniosłam trochę na rękę, nabawiłam się paskudnej wysypki...

Tak w ogóle ta farba miała kilka części, w osobnych buteleczkach i należało je ze sobą zmieszać. Do dziś zastanawiam się, jak można było zrobić próbę uczuleniową całości (wszystkie składniki po tym, jak zareagują), skoro należało nanieść ją na włosy w ciągu określonego czasu po zmieszaniu. I współczuję osobom, które farbują włosy u fryzjera (bez jakiegokolwiek testu, jak mniemam) i przy tej okazji okaże się, że mają taką alergię na któryś składnik...

Myślałam, że muszę się oswoić z myślą, że na kolor włosów nic nie poradzę, ale walczyłam z ich naturą, uważając, że o nie dbam. Myłam je szamponami z silnymi detergentami, i używałam odżywek, których składu nie czytałam, bo i tak nie znałam tego języka, w którym były napisane. Zajmowałam się bowiem innymi sprawami, nie tak próżnymi i powierzchownymi jak włosy. ;-)

Pewnego dnia poznałam Anię, piękną brunetkę o lśniących, długich włosach. Okazało się, że z natury ma takie bure, jak moje, ale farbuje je henną. Ania wyjaśniła mi, jak się jej używa.


Henna miała być bezpieczna dla alergików, więc kupiłam poleconą przez Anię „najprostszą hennę” czyli „Chnę” z ELD. Zrobiłam „próbę alergiczną” na ręce i nic mnie nie uczuliło. 

Przyrządziłam ją więc zgodnie z instrukcją na saszetce czyli zalałam ugotowaną i lekko przestygniętą wodą, po czym odczekałam aż ostygnie mniej-więcej do temperatury ciała i nałożyłam na włosy. Po pół godzinie spłukałam hennę i umyłam włosy szamponem. (Tak, tak, bywa, że robię to do dziś!).

Efekt był zachwycający - moje włosy miały taki ładny kolor! Co prawda były suche, ale wcześniej też były suche, więc co mi tam? Myślałam, że inaczej się nie da. Nic więcej nie wiedziałam o hennie, poza tym, co na tym opakowaniu napisano.

Niemniej jednak henna nadała włosom pewien połysk. Wcześniej z trudem udawało się to niektórym odżywkom, teraz nawet bez nich włosy nieco lśniły, no  i było ich jakby więcej.

Ania powiedziała mi, że hennę kładzie się na włosy co miesiąc i tego się trzymałam. Co prawda już po 2-3 tygodniach miałam z lekka widoczne odrosty, ale pilnowałam, żeby pomiędzy farbowaniami upłynął mniej-więcej miesiąc. Aż pewnego razu musiałam naprawdę dobrze wyglądać, a to było jakieś dwa i pół tygodnia po hennie i miałam już widoczny odrost...

Zaczęłam szukać w internecie informacji, co się stanie, gdy zwiększę częstotliwość hennowania (no co? naprawdę nie wiedziałam!) i tym sposobem trafiłam na hennowe fora. 

No i wtedy się zaczęło...

Dowiedziałam się o istnieniu rozmaitych rodzajów henny, o innych ziołach i cudach Indii, a poza tym przegryzałam się przez informacje o „włosowej chemii” i... Moje włosy na pewno na tym zyskały.


Później pojawiły się jeszcze blogi, w tym blogi włosomaniaczek, a o tym jak działają blogi też napisałam ostatnio...

Moja „hennowa przygoda” trwa od wielu lat i w tym czasie przetestowałam i różne rodzaje henny różnych marek. Przez długie lata najchętniej używałam henny BAQ z Mazideł (tutaj wpis), ale chętnie sprawdzałam produkty innych popularnych marek. Nie unikałam też eksperymentów w rodzaju zakupu henny z tureckiego marketu w Niemczech. ;-) Ostatnio przerzuciłam się na hennę indyjskiej marki Hesh.


Wypróbowywałam także inne roślinne farb do włosów – na ogół w połączeniu z henną – np. cassię, indygo i kurkumę. Eksperymentowałam z internetowymi metodami usuwania roślinnych farb z włosów (u mnie nie działają).

Ostatnio używam zwykle samej henny, ale często też robię farby roślinne, stanowiące mieszankę henny z innymi ziołami i czasem sokiem z cytryny (tutaj mój najczęściej stosowany przepis). Zdarzało mi się także używać gotowych mieszanek (np. Khadi, Lush, czy Logony).


Wszystko jest ciekawą przygodą. Nawet bym nie pomyślała, że farbowanie włosów można traktować jak coś w rodzaju serii naukowych doświadczeń.


A ubocznym skutkiem tych eksperymentów jest ten oto blog. :-) Mój pierwszy lifestylowy / urodowy / kosmetyczny wpis w życiu był właśnie o hennie. Był to wpis Farbowanie włosów henną i zamieściłam go ok. 6 -7 lat temu na nieistniejącym już blogu koleżanki. Później ona usunęła bloga, a ja dojrzałam do założenia własnego i na początku wpisy o hennie stanowiły znaczną jego część.

Lubię mieć rude włosy. Zawsze mi się podobał ten kolor, a moimi „włosowymi inspiracjami” jest wiele kobiet z klasycznych obrazów. O tym też napisałam, dawno temu, w tym wpisie.


Przede mną jeszcze wiele testów i chętnie podzielę się ich efektami! :-)

Czasem dostaję mailem pytania o hennę. Ostatnio dzieje się tak coraz częściej, choć w ostatnich czasach niewiele pisałam na ten temat. To podsunęło mi pomysł, aby opisać swoją historię i mam jeszcze kilka pomysłów na wpisy o hennie i roślinnym farbowaniu włosów.

Używacie naturalnych farb do włosów? Interesuje Was ta tematyka? Jeśli tak, na blogu jest już ponad trzydzieści wpisów na temat roślinnego farbowania włosów - zapraszam!

O czym jeszcze chciałybyście poczytać?


29 komentarzy:

  1. Włosy pofarbowałam dwa razy w życiu - niby farbami trwałymi. Wszystkie wypłukały się tak jakbym nigdy nic na nie nie kładła. Myślałam o hennie, miałam nawet wybrany odcień. Ale...pokochałam moje brązowe, nieoczywiste, coś na włosach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli jesteś zadowolona ze swojego koloru włosów, to po co farbować? ;-)

      Usuń
  2. Ja też od kilku lat (chyba od sześciu) jestem wierna hennie. Używam henny Khadi jasny brąz. Ten kolor mi się spodobał i tego się trzymam. Czasem mam ochotę trochę poeksperymentować z henną innych marek ale trochę się boję. Może kolor wyjdzie mi jakiś nieciekawy... Trzymam się więc tego co wypróbowane. Chociaż ostatnio ta wypróbowana henna mnie zaskoczyła. Była to ta sama henna co zawsze, przygotowałam ją tak samo jak zawsze, na włosach trzymałam tak długo jak zawsze, a kolor wyszedł trochę jaśniejszy niż zazwyczaj. Nie przeszkadza mi to, wręcz przeciwnie, podoba mi się ale dlaczego tak się stało, nie mam pojęcia.

    A poza tym chciałam Ci powiedzieć, że masz śliczny kolor włosów. Bardzo mi się podoba :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Testowałam tę hennę - wyszedł mi zaskakująco ciemny kolor. :-) Ciemnobrązowy (tutaj wstawiłam zdjęcia http://unaweblog.blogspot.com/2014/02/khadi-jasny-braz.html.

      Henna może farbować inaczej niż zwykle, bo to nie jest powtarzalna i "odtwarzalna" substancja chemiczna, tylko roślina, zbierana zapewne na różnych plantacjach i może mieć różne właściwości. Ale dobrze, że "nowy" kolor Ci się podoba. :-)

      Ja farbuję już kilkanaście lat, może nawet ok. 20... :-)

      Usuń
  3. Moim zdaniem najlepsza jest henna Khadi. Miałam PRAWIE wszystkie jej odcienie na włosach. Nie stosuję chemicznych farb i nie zamierzam. Kiedyś miałam tylko czarne pasemka robione u fryzjera, który zastosował chemię.
    Pozdrawiam. ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Khadi to dobra henna, ale warto też wypróbować inne. :-) Z tym, że henna wysokiej jakości (Body Art Quality) może być trudna do usunięcia.

      Też nie mam w planach eksperymentów z "chemicznymi" farbami. Wystarczy mi doświadczenień z alergiami.

      Usuń
  4. Nawet nie myślałam, że to daje takie efekty! Kolor jest świetny :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Ale ładny kolor, ja mam niestety nie za dobre doświadczenia z henna

    OdpowiedzUsuń
  6. Piękny kolor, bardzo mi się podoba. Nigdy nie pomyślałabym, że henną można taki uzyskać. A jak to mówiła moja ruda przyjaciółka - "rude jest po prostu z samej definicji piękne" :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się. :-)

      Zawsze mi się podobały rude włosy, nawet kiedy dawno temu, w dzieciństwie, niektórzy wmawiali mi, że rude jest brzydkie i "be".

      Henną (i roślinnymi farbami) można uzyskać wiele różnych kolorów.

      Usuń
  7. Nigdy nie używałam henny nawet na brwi co dopiero na włosy, swoich już nie farbuję od studniówki, czyli jakieś 12 lat :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Henna do brwi - ta popularna, "drogeryjna" na ogół w ogóle nie zawiera henny! ;-)))

      I też nigdy jej nie używałam. Ale eksperymentowałam z farbami ziołowymi na brwiach, ale łapią słabiej niż na włosach.

      Jeśli 12 lat temu miałaś studniówkę, to bardzo młodo wyglądasz! :-)

      Usuń
  8. Podoba mi sie Twoj odcien. Zawsze chcialam miec rude wlosy :P

    OdpowiedzUsuń
  9. Lubię henne, ale mam ciemne włosy więc stosuję ją bardziej pielęgnacyjnie niż dla koloru, ale lubię odcień jaki daje na moich włosach ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Ale masz śliczny kolor włosów, mi się zawsze taki marzył, ale z rudości pasowałby mi chyba tylko jakaś intensywna wiśnia, a na taki kolor nie mam odwagi. Ja z henną miałam tylko jedną przygodę: kupiłam próbkę na mazidłach nałożyłam na pasemko i nie było żadnego koloru. Nie skusiłam się na pełnowymiarowe opakowanie. Potem więcej eksperymentowałam z włosami, próbowałam różne ziołowe płukanki i moje nie tolerują ziół do tego stopnia, że po zwykłej płukance z herbaty robi się z nich siano, które zaczyna się łamać, więc porzuciłam pomysł naturalnych ziołowych farb. Przez długi czas farbowałam farbami chemicznymi i w sumie byłam zadowolona, włosy coś tam się niszczyły, ale to były tylko szybciej rozdwajające się końce, a włosy ogólnie wyglądały dobrze, zresztą podczas tamtego okresu zapuściłam najdłuższe w moim życiu włosy- do pupy, więc raczej im chemia, jakoś wybitnie nie szkodziła. Teraz nie farbuję, trochę pogodziłam się z moim naturalnym kolorem, a trochę z lenistwa, bo jeśli już farbowałam to na ciemniejsze kolory niż moje naturalne włosy, a wtedy jaśniejsze odrosty wyglądają bardzo nieestetycznie i musiałabym farbować, żeby dobrze wyglądać chyba co 3 tygodnie. Strasznie żałuję, że płukanki z herbaty mi nie służą, bo kolor nadawały moim włosom naprawdę mnie satysfakcjonujący.

    OdpowiedzUsuń
  11. Piękne włosy ;) Nie farbowałam nigdy włosów henną. Kiedyś bardzo, bardzo dawno w salonie fryzjerskim ale oczywiście skutki długofalowe były opłakane, więc dałam z tym spokój. Od jakiegoś czasu chodzi mi po głowie henna, muszę zgłębić wszystkie Twoje wpisy na ten temat ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Ja regularnie stosuję hennę i doceniam jej wpływ na włosy - po odstawieniu chemicznego farbowania są o wiele bardziej zdrowe, gładkie, nie wymagają niemal wcale dodatkowego odżywiania. Mam tylko jeden problem - chciałabym, żeby były jaśniejsze, a niestety na moich naturalnie brązowych włosach otrzymuję bardziej kasztanowy brąz niż rudy. Naturalne sposoby rozjaśniania dają u mnie bardzo znikome rezultaty. Przygodę z drogeryjnym rozjaśniaczem już miałam, kondycja moich włosów "po" zniechęciła mnie do nich całkiem skutecznie. Zastanawiałam się nad rozjaśniaczem z Biokapu, podobno jest łagodniejszy...

    OdpowiedzUsuń
  13. Coraz bardziej sama mam ochotę wypróbować ;)

    OdpowiedzUsuń
  14. To juz któryś post z kolei an który się natykam wlasnie o genetyce farbowanie włosów henna. Jestes coraz bliżej aby wypróbować tego sposobu i odstawić niezdrowe farby na bok. Podziwiam Cię , że trwałe dążysz do rudego kolory , ja z natury mam taki kolor a farbuje włosy przez to od niepamiętnych czasów :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  15. Moja przygoda z henną sprawila, że od tamtej pory muszę regularnie farbować włosy ;p

    OdpowiedzUsuń
  16. Przez bardzo długi czas używałam tylko i wyłącznie henny Lush. Tyle, że u mnie bardzo długo trwa, najlepsze efekty i pełne pokrycie siwych włosów miałam jak zostawiałam ją na włosach na noc (nawet 8h). Z czasem zapragnęłam odmiany i fioletowych lub różowych włosów, no i henna poszła w odstawkę. ale mam zachomikowane 2 tabliczki z Lush na czarna godzinę ;)

    OdpowiedzUsuń
  17. Przepiękne są efekty po hennie! Fajny rudzielec z Ciebie, muszę spróbować tych Hesh :)

    OdpowiedzUsuń
  18. Ładny kolor :) Ja się boję henny bo farbuję włosy od lat Joanną, jestem zadowolona i totalnie wiem, czego się spodziewać, a z henny może być ciężko wrócić do farb drogeryjnych...

    OdpowiedzUsuń
  19. Henna jest świetna do farbowania włosów. Ciekawe tylko jak idzie na siwe włosy? Twój kolor bardzo mi się podoba.

    OdpowiedzUsuń
  20. Piękny kolor, tylko jak taki uzyskać na ciemnych włosach (brązowe)??
    Jaki był Twój wyjściowy kolor?

    OdpowiedzUsuń