Lush: Henna (czerwona)

Choć bardzo lubię kosmetyki Lush i hennę, dopiero teraz sięgnęłam po hennę Lush.


Wcześniej kompletnie mnie nie kusiła. Pamiętałam, że wiąże się z nią jakaś dziwna i skomplikowana instrukcja obsługi, a całość wyglądała tak bardzo odmiennie od henny, do której byłam przyzwyczajona, że nie chciało mi się zgłębiać tego tematu.

Zainteresowałam się nią dopiero po przeczytaniu wpisów Gosi z Zielonego Koszyczka i Aliny, które chwaliły sobie tę hennę. Obie zaprezentowały na swoich włosach takie efekty, że uznałam, że muszę tego spróbować.

Kilka tygodni temu henna Lush wpadła w moje ręce. Wybrałam odcień czerwony o obrzydliwej nazwie Caca Rouge (BTW. kto wymyśla te nazwy i co bierze?!).


Obecnie chcę farbować włosy czystą henną i unikam mieszanek kolorystycznych. Po przygodach z indygo, które pozwala uzyskać piękne kolory, ale zejść potem z moich włosów już za bardzo nie chce, mam dosyć, choć za jakiś czas pewnie mi przejdzie.

Kiedyś w jednym ze sklepów Lush porozmawiałam o tej hennie z pracującą tam dziewczyną. Miała ładne, rude włosy w kolorze wyglądającym naturalnie. Dopiero z bliska zobaczyłam odrosty. Powiedziała że farbowała włosy właśnie tą henną... w kwietniu. A rozmawiałyśmy w lipcu. Byłam pod wrażeniem trwałości.

Henna Lush występuje w dosyć dużych opakowaniach. Ma postać sprasowanej tabliczki, złożonej z kostek – coś w stylu sporej i grubej tabliczki czekolady.


Emituje bardzo mocny zapach, który nie wiadomo jak stłumić. Przeszła mi nim cała szafka, w której trzymałam tę hennę, a trzymałam ją w dwóch torebkach: papierowej i foliowej i jeszcze w pudełku...

Uznałam, że jedna taka tabliczka wystarczy mi na trzy farbowania i na początek użyłam dwóch kostek.

Zapoznałam się z instrukcją (link) oraz poczytałam, jak przyrządziły hennę Gosia i Alinka.

Następnie... przyrządziłam ją po swojemu. ;-)


Nie tarłam henny na tarce, ani nie kroiłam, tylko wrzuciłam do słoika i zalałam wodą. Gorącą, ale nie wrzącą – mogła mieć... bo ja wiem? 70 albo 80 stopni? (Nie mierzyłam jej temperatury). Henna rozpuściła się bez problemu, aczkolwiek z pomocą mieszania łyżką.

Nie robiłam zalecanej kąpieli wodnej, przeciwnie, pozwoliłam hennie trochę wystygnąć. Nie chciałam kłaść takiej gorącej henny na głowę i odradzam takie postępowanie. To może zwyczajnie poparzyć skórę na głowie. Poczekałam aż henna wystygnie na tyle, że będzie odrobinę cieplejsza od temperatury ciała.

Do tego czasu ładnie się rozpuściła i powstała jednolita mieszanka. Dodałam tylko jeszcze trochę wody, bo lubię, gdy henna jest dosyć rzadka.

Pierwszy raz w życiu nałożyłam hennę na suche włosy, do czego nakłoniła mnie Gosia, która opisała dwa farbowania i podkreśliła, że nałożenie henny na suche włosy dało lepsze efekty.

Nałożyłam na włosy i za pierwszym razem wytrzymałam około 90 minut. Jak dla mnie to dużo. Zapach mnie męczył i nie byłam pewna, czy te wszystkie cuda nie spowodują jakichś podrażnień, więc co jakiś czas zmywałam trochę i sprawdzałam, czy jest dobrze.

Producent zaleca trzymanie tej henny 3 do 8 h. Nigdy w życiu nie trzymałam henny na włosach tak długo. Chyba nawet nie wytrzymałabym tego zapachu przez trzy godziny. (Nie jest nieprzyjemny, ale ciężki i intensywny męczący).

Zmyłam hennę i zgodnie z instrukcją umyłam włosy (żelem do mycia Babydream, żeby nie było zbyt intensywnie) i użyłam odżywki (Neobio z tego wpisu).

Efekt wyglądał tak:


Niby OK: ładny odcień, żadnych podrażnień, włosy jednak są przesuszone (pomimo odżywki i tylu odżywczych składników henny...).

Krycie nie jest takie, jakie daje dobra henna BAQ, a przy tym ta okazała się niezbyt trwała. Nie wiem, jak to zrobiła owa dziewczyna ze sklepu Lusha, jeśli rzeczywiście farbowała włosy tą henną i przez ponad 3 miesiące miała kolor...

Na moich włosach roślinne farby zwykle długo się trzymają (czasem aż za długo ;-)), ale przed upływem trzech tygodni odrosty sprzed farbowania tą henną znowu były „na wierzchu”. To było rozczarowujące. 

Ale dla hennowych eksperymentatorów to oznacza, że trzeba sięgnąć po kolejne dwie kostki z wonnej tabliczki i przeprowadzić nowe doświadczenia! :-) Kolejne sprawozdanie wkrótce.


Skład:
Red Henna, Cocoa Butter, Fresh Organic Lemon Juice, Powdered Rosemary, Clove Bud Oil, *Citral, *Eugenol, *Geraniol, *Citronellol, *Limonene, *Linalool, Perfume *occurs naturally in essential oils


Używałyście tej henny?

Jesteście ciekawe kolejnych eksperymentów z wonną tabliczką od Lush?


29 komentarzy:

  1. Ech, zawiodłam się na Lushu. Wcześniej nie tykałam się, bo była zwyczajnie za droga. Teraz jakoś nie mam ochoty. Chyba, że znajdziesz jakiś magiczny sposób na przedłużenie jej trwałości :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli wystarczy na 3 użycia, to nawet taka droga nie jest, niemniej jednak bardzo dobra też nie jest.

      Znacznie lepiej wyszło drugie farbowanie tą henną (zamieszczę zdjęcia i napiszę).

      Na trwałość chyba najbardziej wpływa jakość henny - do takich wniosków dochodzę testując różne henny.

      Usuń
  2. Witam, wypowiadam się tutaj po raz pierwszy ;) Wg mnie, trwałość henny może jednak zależeć od czasu, który "spędza" na głowie. Zastanawiam się także, czy dziewczyna, której się tak długo trzymał kolor na włosach, dodała do mieszanki sok z cytryny? Jednak do suchych włosów to kiepski pomysł... Dobrze, że masz już inną wypróbowaną.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja z reguły trzymam godzinkę, ostatnie dwa hennowania to było czyste szaleństwo, przedłużyłam czas trzymania o pół godzinki, tak jak Una :) I henna bardzo dobrze mi się trzyma, nie wypłukuje z odrostów.

      Usuń
    2. Anonimowy, tak, jak powyżej napisałam -z moich obserwacji wynika,że najbardziej na trwałość wpływa jakość henny. Dobra henna BAQ jest niesamowicie trwała, natomiast najmniej trwałe okazały się te najtańsze. Trafiłam na trochę artykułów o tym, że różne jest stężenie barwników w liściach henny.

      Sok z cytryny nie tyle poprawia trwałość, co wzmacnia barwnik lawson zawarty w hennie.

      Na forum "henna for hair" jest dużo informacji na ten temat - tzn. jakości, trwałości i podbijania kolorów. Polecam! :-)

      Jaskłócze Ziele, ja mam podobnie - moje włosy szybko przyjmują barwnik. (A potem zwykle dosyć długo trzymają).

      Jest teoria, że oleje stosowane wraz z henną sprawiają, że henna słabiej wnika we włosy i przez to jest mniej trwała. W tym produkcie Lush są oleje - może to ma wpływ?

      Usuń
  3. Nie miałam okazji korzystać z tego typu produktów.

    OdpowiedzUsuń
  4. Miałam 3 tabliczki henny lushowskiej i nie dałam rady się do niej przekonać. Tak jak u Ciebie trwałość była bardzo marna. Czas, który henna musiała spędzić na włosach (ja trzymałam zalecany przez producenta) był męczarnią! Olej pod wpływem ciepła skóry, folii, ściekał mi po szyi, twarzy, uszach... Zdecydowanie wolę khadi!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O mamo! Wytrzymałaś kilka godzin w tym... zapachu?! Podziwiam! :-)

      Usuń
  5. Nie wiem czy nadawałabym sie na taki zabieg, henna jest mi zupełnie obca :/ Ale szkoda, że środek nie do końca spisał się poprawnie.

    OdpowiedzUsuń
  6. Nie miałam nigdy okazji używać henny, szkoda że tak marnie z trwałością i że przesusza włosy :(

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Przesusz po ziołach jest krótkotrwały. :-)

      Usuń
  7. o ciekawie :) ja jeszcze nigdy nie próbowałam.Jestem Bogu edzieczna za chemię w postaci Garnier OLIO :) de best jak dla mnie!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Hehe! Ja się boję chemicznych - z moimi alergiami mogłoby być niewesoło...

      Usuń
  8. nigdy nie uzywalam henny do wlosow i jakos sama pewnie po nia nie sięgnę.. co do wlosow to zostawiam zawsze robote komus kto sie na tym zna :)
    >> mój blog <<

    OdpowiedzUsuń
  9. nie miałam jej, ale sama też na razie henny nie używam : c

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma się do czego spieszyć! :-)

      Usuń
  10. henny nigdy nie miałam i jakos mnie nie kręci:D

    OdpowiedzUsuń
  11. Ładny odcień wyszedł, tylko szkoda że przesusza włosy

    OdpowiedzUsuń
  12. Fajne zdjęcia super wpis
    ! Zapraszam: http://blogmanekineko.blogspot.com/
    Jeśli mój blog Ci się spodoba zaobserwuj go, a z pewnością zrobię to samo

    _manekineko_
    blogmanekineko.blogspot.com

    OdpowiedzUsuń
  13. nawet się kiedyś zastanawiałam nad tą henną, ale chyba brak mi cierpliwości ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To ie wymaga specjalnej cierpliwości. Kiedyś wyszło nam (mnie i innym blogerkom), że z henną jest mniej zachodu niż z farbą lub wizytą u fryzjera. ;-)

      Ale sama nie wie, czy polecałabym tę hennę. Są lepsze.

      Usuń
  14. hm... z lusha nie miałam i teraz to nawet nie wiem czy się bym skusiła...
    raz zakupiłam, po czym wymieniłam na farbę, bo kolor jakiś taki ciepły mi się wydawał [;)] - także suma summarum moje ostatnie doświadczenia z henną sięgają gdzieś ponad 20 lat temu...
    Jeśli znajdę zimny jakiś odcień, może się skuszę...
    ostatnio chłodzę kolor włosów gencjaną, zobaczymy - dziś był mój pierwszy raz:)

    pozdrawiam
    :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jeśli lubisz chłodne kolory, to hennę trudno Ci polecić - ona daje ciepłe kolory. nawet mieszanki henny z innymi ziołami zwykle dają ciepłe odcienie, a gdy kolor wychodzi zimny (u mnie nieco chłodniejszy był jasny brąz Khadi), to później, w miarę wypłukiwania się indygo, kolor stopniowo się ociepla, bo henna jest trwalsza od indygo i pozostaje na włosach dłużej.

      Usuń
  15. Farbowałam włosy henną Lusha jakiś czas temu, był to kolor brun ( brązowy ) bodajże, kolor wyszedł ładny, odrosty słabo pokryte, mimo że spałam z henną na głowie, zapach ma okropny, nie wytrzymałam 2 dni bez mycia głowy, przesusz włosów również był duży, mi pomogły maseczki z żółtek i glutek z siemienia lnianego, lepiej działały niż inne gotowe maski, przesusz został opanowany :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Ciekawy post :) nie miałam pojęcia, że jest henna w takiej formie. :)

    OdpowiedzUsuń