Tangle Teezer

Nie wiem, jak to się stało, że nie napisałam dotychczas o jednym z moich największych odkryć kosmetycznych, czyli o szczotce Tangle Teezer.



Używam jej od około 7 lat i niemal przez cały ten czas była moim ulubionym narzędziem do czesania. Jej pozycji zagroził dopiero grzebień z włóknem drzewnym, jednak nie aż tak, żebym przestała jej używać.

Mam kręcone włosy z gatunku tych, które naprawdę się plączą, bo są suche, porowate i robią, co chcą (zwłaszcza przy pewnej wilgotności powietrza). Długo mogłabym o tym pisać, ale nie będę tu narzekać na problematyczne włosy, tylko opowiem o jednym ze sposobów na tę przypadłość.

Już jako dziecko miałam burzę loków, które czesano mi grzebieniem – najpierw takim zwykłym, plastikowym, a potem sferycznym. Nie cierpiałam czesania, bo zawsze wyrywano mi przy tym włosy, ale myślałam, że tak ma być...

W czasach grzebienia sferycznego sama zaczęłam się czesać. Wymyślałam różne sposoby, jak robić to w miarę bezboleśnie, ale wiele nie wymyśliłam. Dopiero wiele lat później dowiedziałam się, że taki grzebień jest najgorszym narzędziem do czesania splątanych, kręconych włosów. (Trafiłam wtedy na fora włosomaniacze i tam się tego dowiedziałam.)

Wymieniłam grzebień na szczotkę, ale niewiele to zmieniło. Szczotki z metalowym „włosiem” na gumie działały mniej-więcej tak, jak grzebienie. Szczotki z sierści zwierząt nie radziły sobie z rozczesaniem włosów, a później przestałam używać kosmetyków i akcesoriów zawierających składniki ze zwierząt. Próbowałam używać plastikowych grzebieni o szeroko rozstawionych zębach, ale one się elektryzują, 

W końcu pojawiły się na forach wieści i słuchy o Tangle Teezer. „Curly girls” zachwycały się tą szczotką i stała się ona obiektem pożądania kręconowłosych. Moim też. Musiałam ją mieć.

Pierwszą nabyłam na amerykańskim eBayu (albo Amazon – nie pamiętam dokładnie, miałam wtedy fazę sprowadzania przez te serwisy niedostępnych w Polsce produktów zza oceanu). Szczotka była jednym z najlepszych zakupów, w Polsce jeszcze nie było jej w sprzedaży.

Służyła mi dosyć długo i nadal ją mam: zostawiłam ją głównie z myślą o sfotografowaniu na blog, bo od tamtej pory szczotka ewoluowała. ;-)

Na zdjęciu widzicie szczotkę, którą kupiłam jeszcze w czasach, gdy nie była dostępna w Polsce (seledynowa) i nową (pomarańczowa). Jak widać zmienił się nieco kształt i logo – obecnie trudno jest je uchwycić na zdjęciu.

Tangle Teezer Original porównanie comparison

Szczotka czesze włosy naprawdę delikatnie i polubiłam ją od razu. Nie ma problemów z czesaniem włosów suchych i mokrych (a rozczesanie moich mokrych włosów, nawet po odżywieniu ich, to nie taka prosta sprawa).

Gdy zaczęłam jej używać, niemal od razu odniosłam wrażenie, że stan włosów się poprawił. Zauważałam mniej wypadających włosów i znacznie mniej urwanych, czy wyrwanych podczas rozczesywania.

Zdarzyło mi się spotkać z opinią, że TT niszczy końcówki włosów, ale z moich obserwacji wynika, że końcówki włosów co najmniej półdługich zawsze się niszczą: głównie od ocierania o ubranie. Moje włosy były bardziej zniszczone, kiedy czesałam się bardziej „tradycyjnymi” szczotkami i grzebieniami.

Szczotkę wygodnie trzyma się w ręce i jest świetna, jeśli chodzi o mycie. Wrzucam ją do miski z wodą i mydłem w płynie, szoruję szczotką (taką jak do paznokci), by domyć ją z henny (która jednak barwi plastik, zwłaszcza zaraz po farbowaniu). Nigdy wcześniej żadnej szczotki nie czyściło się tak szybko i łatwo. Zawsze wybieram jak najjaśniejszy z dostępnych kolorów, żeby łatwiej było utrzymać ją w czystości.


Podobno wynalazca tej szczotki zaprezentował swój pomysł w reality show dla biznesmenów i został wyśmiany. Ale teraz to on może się śmiać, bo wbrew opiniom telewizyjnych ekspertów Tangle Teezer zdobyła ogromną popularność na świecie.


Jak wszystko, co dobre (i nie tylko) w dzisiejszych czasach pomysł jest kopiowany, a podróbki Tangle Teezer można znaleźć w ofercie wielu sklepów internetowych, a nawet dyskontów spożywczych. Widziałam szczotki z takowego ostatniego i powiem Wam, że do oryginału jest im daleko.

Co więcej – te "odpowiedniki" nie są dużo tańsze od oryginału, który można kupić już za około 25 zł w sklepach internetowych. Sama kupiłam obecnie używaną szczotkę (oryginalną) za ok. 20 zł przy okazji promocji, więc naprawdę nie ma sensu dawać się nabierać na „prawie oryginalne odpowiedniki”.

Jak wspomniałam od pewnego czasu moja szczotka Tangle Teezer ma konkurencję w postaci grzebienia z włókna drzewnego. Ale nadal jest zawsze pod ręką. ;-)

Ostatnio kupiłam sobie jeszcze wersję kompaktową. Dopiero zaczęłam jej używać, ale na razie jestem zadowolona z tego zakupu. Za jakiś czas zrobię porównanie obu wersji.

Znacie te szczotki? Czym najchętniej się czeszecie?


53 komentarze:

  1. Aż mi wstyd, że ja jeszcze nie mam TT... świetna recenzja!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Spokojnie, ja też nie mam :D

      Usuń
    2. Też jeszcze nie mam, a od dawna mam na nią ochotę :)

      Usuń
    3. Żaden wstyd, nie ma obowiązku. ;-)

      Usuń
  2. Miałam TT ale nie wiem, jakoś wole zwykły grzebień :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Każde włosy są inne i różne rzeczy im służą. :-)

      Usuń
  3. Ja mam swojego TT też od kilku lat - fioletowa z brokatem :DDD a co! :P
    Cudna jest!
    A wiesz, że ja mam większy problem z rozczesaniem włosów po wyschnięciu niż od razu po myciu, na mokro... Wszędzie czytam, że własnie powinno się czesać włosy proste na sucho, ale ja wtedy nie mogę w nie szczotki wsadzić i rwę sobie strasznie włosy na długości. Na mokro jest dużo łatwiej.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Chyba wiem, jaką masz. Jak teraz kupowałam kompaktową, to widziałam, że są takie. I jeszcze złote. :-)

      Też czytałam o tym czesaniu włosów na sucho, ale jak swoich nie rozczeszę na mokro, to kiedy wyschną ciężko w nie wbić TT (o grzebieniu nie wspominając).

      Usuń
  4. W sumie ja też o TT nigdy nie napisałam, mam wersję Elite niestety trochę pogryzioną przez psa w czasach szczenięcych :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha, psiak też chciał wypróbować?

      Usuń
  5. Mam tt od lat i niezmiennie uwielbiam :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Ja przez tangle teezer zupełnie odczuczyłam się czesać gezebieniem. Nie mam pojęcia pod jakim kątem powinnam go chwycić. :P Mam już 4 TT i nie zapowiada się, żeby to był koniec

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też tak miałam przez pewien czas, ale ten "szerokozębny" grzebień przywrócił mi wiarę w te wynalazki.
      Też chyba 4 TT kupiłam (albo 3? Nie pamiętam, kurczę...)

      Usuń
  7. Miałam ale wyrzuciłam ;D przy moich lokach nie sprawdzało się ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja właśnie też mam loki. ;-) Które ciężko ruszyć czymś innym.

      Usuń
    2. A czym się czeszesz? Szukam wszystkiego, co się sprawdza przy włosach ze skłonnością do "szopy". :-)

      Usuń
  8. A ja jakoś ciągle nie mogę się przekonać do zakupu TT :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Od dwóch lat ją mam - niezastąpiona ;)

    OdpowiedzUsuń
  10. Lubię ją, jednak bardziej mimo wszystko szczotkę z włosiem dzika.

    OdpowiedzUsuń
  11. Mam swoją TT, ale w wersji kompaktowej, więc nieco mniejszej. Mogłaby być trochę większa, brakuje mi w niej rączki, ale włosy rozczesuje rewelacyjnie, a to dla mnie najważniejsze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam teraz kompaktową, ale właśnie chyba lepiej się sprawdza ta zwykła (na razie dopiero zaczynam używać kompaktowej).

      Usuń
  12. co do włosów, moje były takie same, bardzo długi długi czas. Teraz też zdarza im się plądać, ale wyglądają zupełnie inaczej, mam nawet wrażenie że zmieniła im sie porowatość, ale tak TT okazał się wybawieniem i wcale nie jest najdroższą szczotką świata żeby produkować zamienniki, ale okej każdy sam wie ile dla niego to znaczy dużo ;) co zaś do niszczenia końcówek to ja spotkałam się z opinią że on niszczy wtedy kiedy igiełki są wyrobione i co lepsze że trzeba go wymieniać dość często, nie wiem ile w tym prawdy, ja mam swojego już dość długo i mój chłopak mi go nawet kradnie i zawsze krzyczy gdzie jest szczotka ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-)

      Zaciekawiło mnie, jak to się stało, że włosy Ci się poprawiły pod względem porowatości i plątania. Też bym chciała... :-)

      Usuń
  13. Moją siostrzenicę można przekonać do czesania tylko tą szczotką ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja własnie pomyślałam, że powinnam kupić moim. Mają coraz dłuższe i bujniejsze loki.

      Usuń
    2. Moja właśnie ma do tyłka i kręcone...

      Usuń
  14. Ja mam wersję kompaktową już chyba ze 4 lata i jest to najlepszy zakup na świecie! Nie potrafię inną szczotką rozczesać włosów tak się plączą :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. To tak, jak u mnie. Tylko ja mam TT jeszcze dłużej. :-)

      Usuń
  15. Świetny produkt :) mam i sama polecam :)

    OdpowiedzUsuń
  16. Strasznie żałuję, że nie potrzebuję takiej szczotki, moje włosy nie należą do najgęstszych i daje sobie radę z nimi każdy grzebień ;) Zdecydowanie wolałabym mieć na głowie gąszcz i problem z rozczesywaniem ;))
    Pozdrawiam ciepło, Agness :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam specjalnego gąszczu, po prostu plączą się...

      Usuń
  17. Możesz podesłać link, gdzie zakupiłaś swoją oryginalną TT? Planuję zakup dla córci tego kwiatuszka TT, i szukam sklepu gdzie dostanę oryginał :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłam w końcu chyba na Merlin.pl, ale czasem można ją kupić tanio (z niezłymi zniżkami) także w drogeriach internetowych. Jest tam znacznie tańsza niż w stacjonarnych sklepach.

      Usuń
  18. seledynowa jest świetna! :) obserwuje i pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
  19. Ja w tangle teezerze zakochałam się jakieś kilka lat temu i nie wyobrażam sobie innego czesania! :)

    OdpowiedzUsuń
  20. Wolę moją D Meli Melo, bo po TT faktycznie zauważyłam zniszczone końcówki włosów :P

    OdpowiedzUsuń
  21. Ja używam teraz tylko TT i niczego więcej, według mnie są najlepsze ;)

    OdpowiedzUsuń
  22. Dla mnie TT jest nie do zastąpienia :)

    OdpowiedzUsuń
  23. Ja mam dwie i je uwielbiam !

    W wolniej chwil zapraszam do mnie na bloga na nowy post -CAŁA PRAWDA O BLOGOWANIU, CZYLI SPOWIEDŹ BLOGERKI

    OdpowiedzUsuń
  24. Ja znów nienawidzę TT swój oddałam koleżance, gdybym nie miała komu go dać to albo poszedłby do kosza albo do czesania psa dziadków. Dla mnie bubel nr 1. Kompletnie na moich włosach się nie sprawdził :(

    OdpowiedzUsuń
  25. Długo używałam TT, ale odkąd poznałam Tangle Angel to używam wyłącznie jej ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też ją mam, ale na razie rzadko używam, bo mam TT. :-)

      Usuń
  26. Ja mam akurat taką z dyskontu, ale i tak przejście od zwykłej szczotki na taką to dla mnie prawdziwa rewolucja :)

    OdpowiedzUsuń
  27. Klasyczny TT uwielbiam, ale mam teraz taki do grubych włosów z lokami i już tak fajnie nie jest ;/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! To tego jeszcze nie znam, ale dobrze, że napisałaś.

      Usuń
  28. Bardzo lubie TT, ale nie jest dla mnie niezastapiona ;)

    OdpowiedzUsuń
  29. Mam, używam i jestem zachwycona. Grzebienie sferyczne też pamiętam, to była dopiero masakra :(

    OdpowiedzUsuń
  30. Mam i używam TT, moja córeczka tylko TT daje się uczesać;). Mam jeszcze M. Mercier z Douglasa ale ta akurat nie do końca mi pasuje.

    OdpowiedzUsuń