Trochę ruchu na co dzień

Od lat trzymam stałą wagę pomimo choroby tarczycy, która spowalnia metabolizm i czasem padają pytania, jak to robię. W końcu postanowiłam o tym napisać.


Właściwie jest to materiał na kilka postów, bo dotyczy różnych sfer życia: odpowiedniego odżywiania, dbania o zdrowie, no i aktywności fizycznej.

Czasem myślę sobie, że niedoczynność tarczycy mogłaby być pewną wymówką, podobnie jak problemy ze stawami, które utrudniają mi niektóre czynności i sprawiają, że musiałam zrezygnować z niektórych sportów. Mogłabym też, jak wiele osób wokół mnie, skarżyć się, że brak mi czasu na ćwiczenia, ale lubię aktywność fizyczną. To najlepszy sposób na rozładowanie stresów i napięcia oraz zyskanie dobrego nastroju.

Choć nie uprawiam żadnej konkretnej dyscypliny sportu i nie chodzę do siłowni, robię, co mogę, aby mieć jak najwięcej ruchu: ćwiczyć mięśnie, spalać kalorie i gromadzić cenne endorfiny.

Podzielę się więc pomysłami, jak zapewnić sobie codzienną dawkę aktywności fizycznej, nawet jeśli człowiekowi brakuje czasu czy siłowni blisko domu. 

Gdyby doba była dłuższa...

Nie chodzę na siłownię, jogę czy inne zajęcia sportowe nie z „braku motywacji” czy z lenistwa, a głównie z braku czasu.  Trudno mi go znaleźć w ciągu dnia, z trudem wieczorami znajduję czas na blogowanie.  ;-) A przecież siłownia czy inne treningi to nie tylko czas samych ćwiczeń, ale też dojazd, przebranie się, prysznic, itp. Poza tym takie treningi wymagają zwykle stałej pory w określone dni w tygodniu, a ja zwykle pracuję więcej niż 8 godzin dziennie...

Mimo to staram się codziennie mieć trochę ruchu, najlepiej na świeżym powietrzu (o które niestety ostatnio coraz trudniej ;-( ).

Chodzę zamiast jeździć

Żyję bez samochodu. Mieszkam w dużym mieście i samochód byłby dla mnie raczej obciążeniem niż udogodnieniem (korki, parkowanie, itp.), ale dzięki temu dużo chodzę. Mam około kilometra do ważnego punktu komunikacyjnego, więc chadzam tam na przystanek. Zwykle się spieszę, więc idę szybkim krokiem, co pozwala spalić więcej kalorii. 

Chodzę, gdzie tylko mogę bez względu na pogodę i porę roku, dzięki czemu nie doświadczam jakichś większych „zimowych spadków formy” i dobrze to wpływa na odporność.

Od kilku lat także nie jeżdżę autobusami czy tramwajami krótkich tras. Mam za sobą fazę, kiedy podjeżdżałam dwa przystanki, przy czym często czekałam na autobus dłużej niż zajęłoby mi przejście tej trasy.

Teraz w takich wypadkach, zdarza mi się wsiąść do autobusu tylko jeśli strasznie pada, wieje albo jest lodowato i autobus właśnie podjeżdża. Jeśli go nie ma, nawet w mróz, wiatr i ulewę idę piechotą.

Noszę zakupy

Nigdy nie praktykowałam wypraw do supermarketu po wielkie zakupy. Szkoda mi na to czasu. :-) Większość znajomych robi to w weekend, a dla mnie to marnowanie wolnego czasu.

Mieszkam blisko bazarku, gdzie można kupić świeże, pyszne i osobiście wybrane owoce, warzywa i nabiał, więc po prostu wracając do domu kupuję wszystko „na bieżąco”. Częściej chyba robi to mój mąż, ale co najmniej dwa razy w tygodniu sama przynoszę większe zakupy, a za każdym razem, gdy przechodzę przez bazar, kupuję coś, na co przyjdzie mi ochota i zwykle jest tego trochę. ;-) Dzięki temu mamy w domu dobre, świeże jedzenie. Dbamy o zdrowe odżywianie.

Nie jeżdżę windą

Nie przepadam za windami. Sama nie wsiadam do windy. ;-) Zdarzyło mi się pracować na 15 piętrze. Chodziłam po schodach i miałam wtedy niezłą kondycję, bo pokonywałam te schody w górę i w dół co najmniej dwa razy dziennie.

„Schody zamiast windy” to podobno była metoda Cary'ego Granta na dobrą figurę.

Jeżdżę na rowerze

Od wiosny do jesieni jeżdżę na rowerze. Używam go jako środka transportu, przywożę na nim zakupy. Czasem wieczorem dla relaksu robię sobie półgodzinne przejażdżki.

Mam problemy ze stawami kolanowymi, co wyklucza mnie z niektórych ćwiczeń – np. nie mogę biegać w parku. ;-( Jednak nie daję się i trenuję te stawy. Kupiłam rower stacjonarny i zimą „jeżdżę” na nim. Dla kolan i nie tylko, zawsze mi to dodaje energii i pozwala trochę rozładować stres, gdy jestem zdenerwowana.


Brak ruchu powoduje spadek nastroju i energii

To dlatego osoby, które mają siedzącą pracę, a po niej odpoczywają na kanapie, często czują się bardziej zmęczone niż takie, które pracują fizycznie. Sama niestety pracuję głównie przed komputerem, więc muszę jakoś to „zbalansować”. ;-)

Nie mam problemów z „brakiem motywacji”. Ruch jest dla mnie codzienną oczywistością i przy zwykłym trybie życia brakuje mi go, zwłaszcza zimą, kiedy chodzę mniej niż w czasie cieplejszych pór roku i nie jeżdżę na rowerze. Kiedy się nie ruszam, np. będąc uziemiona w domu podczas choroby, bardzo mi tego brak.


Już się cieszę na nadchodzącą wiosnę. Ta pora roku kojarzy mi się z powrotem na rower i ze zwiększonymi dawkami ruchu na świeżym powietrzu. :-)

Z dnia na dzień jest coraz cieplej, więc muszę szybko kupić nieprzemakalną kurtkę na deszczowe dni i wygodne buty sportowe - do chodzenia na co dzień. Kolejne w mojej kolekcji, która nie przypomina kolekcji butów widywanych w lifestylowych magazynach, bo dominują w niej właśnie buty sportowe o różnych zastosowaniach. Jeśli tak, jak ja macie słabość do takiego obuwia, mogą Wam się przydać Kody Rabatowe Nike od Rabble.

Mijający tydzień był ciepły i przyjemny. Teraz tylko czekam na wolny dzień, aby wybrać się na całym dzień do lasu albo do miasta, z aparatem i w doborowym towarzystwie. Może w niedzielę mi się to uda?

Jeśli chcecie, mogę napisać jeszcze o odżywianiu i nawykach żywieniowych. Interesuje Was taka tematyka?

Jakie są Wasze patenty na trochę ruchu na co dzień?


39 komentarzy:

  1. Mnie osobiście jak najbardziej interesuje ;) ja z kolei nie mieszkam w dużym mieście ale z kolei mam gdzie jezdzicnpo okolicy rowerem. A co do marketów to również ich unikam głównie ze wzgledu na jakość produktów ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Więc wkrótce napiszę o odżywianiu! :-)

      Zgadzam się, że jakość produktów w wielu marketach pozostawia wiele do życzenia.

      Usuń
  2. Ja już nie mogę doczekać się codziennych spacerów, bo w zimie dałam sobie z nimi spokój :)
    Szczerze Cię podziwiam, że wszędzie chodzisz na piechotę, nie ważne jaka jest pogoda. Super!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Najtrudniej chyba jest zacząć to robić, a potem wchodzi to w nawyk. :-)

      Usuń
  3. Ostatnio myślałam że oszaleje przez tą pogodę, codziennie pada i wieje i nie ma jak wyjść z domu. Dlatego jak widzę tylko że pogoda jest w miarę chodzę na spacery z małą :) Uwielbiam to, ostatnio nawet stwierdziłam że się od tego uzależniłam. Nie mogę siedzieć w domu, muszę chociaż pójść na spacer. Ja jestem skazana na chodzenie pieszo ( brak prawa jazdy, autobusy kilka razy na dzień ) i myślę że to też mnie trochę motywuje do ruchu. Nie rozumiem, jak ludzie mogą podjeżdżać do sklepu autem jeśli mają tam 5 minut pieszo drogi. Znam takich i ciągle nie umiem tego sobie wytłumaczyć. Ja staram się jak najwięcej ruszać, przy małym dziecku ciężko regularnie ćwiczyć. Czasem zakładam sobie obciążniki na nogi, by chodząc po domu trochę je poćwiczyć :) Lepszy rydz niż nic !

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No własnie, Ty musisz bardziej uważać z pogodą, bo masz małą Jagódkę.

      Też właśnie zadziwia mnie podjeżdżanie parę metrów do sklepu, itp. :-) Albo jazda samochodem przez zakorkowaną Warszawę wzdłuż trasy szybkiego tramwaju, który pokonuje tę trasę minimum dwa razy szybciej. Mnie byłoby szkoda czasu, wolałabym dłużej pospać... A potem jeszcze to szukanie miejsca parkingowego...

      Obciążniki na nogi to świetny pomysł, chyba skradnę! :-)

      Usuń
  4. Podrzucę twój wpis ciotce może jej to pomoże :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Chodzę dużo chodzę, do sklepów, po zakupy chociaż moja mam mówi ;byś jechała rowerem a nie dzwigasz' ;) Były czasy jakieś dwa la temu gdzie tygodniowo robiło po 50 km rowerem , skakałam na skakance a teraz kolano rozwalone i ciemna du.pa ;D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozumiem Cię znakomicie, mam za sobą przygody z kolanem. U mnie skończyło się rekonstrukcją stawu, ale teraz jest dobrze, a z czasem coraz lepiej i zamierzam w końcu wrócić w góry. :-)

      Usuń
  6. Świetne zdjęcia! Szczególnie drugie!
    Jak tobisz ten efekt matowości na zdjęciach? Jakiś filtr?

    A co do tematu, od ponad roku mam samochód i jeżdżę do pracy, na zakupy, do miasta. Przytyłam parę kilo i właśnie winię za to samochód i to, że nawet po mieście jeżdżę, jak kiedyś wysiadałam na dworcu i potem chodziłam piechotą, podobnie jak po zakupy, itp. To jest prawda, że niby nic, a jednak ruch jest i to działa.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. "Efekt matowości" zrobiłam ręcznie, w Photoshopie.

      Co do samochodu, to może czasem warto dać mu odpocząć? :-)

      Usuń
  7. Ja mam do przekopania działkę więc o ruch w tym roku się nie martwię :-D a tak na poważnie to nie mogę się doczekać, aż wsiądę na rower :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No to ruchu Ci nie brak! Przekopanie działki to jest coś! :-)

      Też niecierpliwie czekam aż wskoczę na rower. :-)

      Usuń
  8. ojj muszę tę windę na schody zamienić :P najwyższy czas. Cieszę się, że w końcu nadeszła wiosna, ta pora roku najbardziej przekonuje mnie do aktywności :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też się cieszę, że robi się ciepło. I że wkrótce będzie można jeździć na rowerze i odbywać bardzo długie spacery.

      Winda zamiast schodów to takie małe, drobne treningi, które mogą się przydać.

      Usuń
  9. Mój patent - spacery z psem :) Windy mogą dla mnie nie istnieć a tym bardziej schody ruchome - nienawidzę ich :/

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też nie lubię schodów ruchomych, a zwłaszcza ludzi, którzy je blokują nie pozwalając przejść... A tutaj mam ich pełno, na ogół nie do ominięcia (czasem jedyną alternatywą jest winda!)...

      Pies to podobno najlepszy trener osobisty. Niestety nie mam, a chciałabym...

      Usuń
    2. Ja się zawsze boję, że mi się tam sznurówki wkręcą lub się przewrócę bo nie zauważę, że to już koniec :D
      Coś stoi na przeszkodzie żebyś miała psa?

      Usuń
  10. Podoba mi się Twoje podejście :) Zresztą mam podobnie, z tym, że niestety nie unikam wind :P Czekam na cieplejsze poranki, żeby móc przesiąść się z komunikacji miejskiej na rower :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też niecierpliwie czekam na rowerową porę! Miałam nadzieję już dziś zacząć, ale nie było kiedy. ;-(

      Do unikania wind dobrze przekonuje zacięcie się w takowej na długo... ;-)

      Usuń
  11. Właśnie sama myślę o kupnie roweru :) Zaczęłam zbierać pieniądze, mam już upatrzony konkretny model. Jak wszystko pójdzie po mojej myśli, za miesiąc będę go już miała :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Bardzo polecam taki zakup! Jest wart każdej wydanej złotówki! To samo zresztą mogę powiedzieć o stacjonarnym rowerze. :-)

      Ciekawa jestem, jaki model kupujesz!

      Usuń
  12. Piękny masz ten rower, no i zazdroszczę bazarku tak blisko! :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję! Rower uwielbiam, mam go już od wielu lat i jest naprawdę solidny.

      A bazarki to wielki atut mojej okolicy. :-)

      Usuń
  13. Mam nadzieję, że wiosna wkrótce zagości na dobre i będę częściej i chętniej przebywać na zewnątrz. Zazdroszczę dostępności bazarku!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Też mam taką nadzieję. Bazarek uwielbiam.

      Usuń
  14. Świetne i proste sposoby, które każda z nas, w każdym wieku może wykorzystać :))

    OdpowiedzUsuń
  15. A ja chętnie poczytam o Twojej kolekcji butów :) bardzo jestem ciekawa jakie modele do jakich aktywności sprawdzają Ci się najlepiej. Bardzo brakuje mi w sieci takich wpisów od normalnych ludzi dla normalnych ludzi ;)

    Beata

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiesz, że to może być ciekawy pomysł na wpis? Tyle, że od razu budzi się we mnie blogerska obawa przed nieperfekcyjnością... Bo na blogach buty na zdjęciach wyglądają tak uroczo i nowo - pewnie fotografują nowe, zanim zaczną używać, a te moje już takie używane, no i to widać. Niektóre używane intensywnie, co też widać... :-)

      Usuń
  16. Ech, zazdroszczę Ci tego pobliskiego bazarku :) Ja mieszkam na uboczu miasta, więc nie mam nic w pobliżu poza Żabką. Dodatkowo mieszkam pod stromą górą, więc wciąganie zakupów to kiepski pomysł. Zdecydowanie wolę takie większe zakupy raz na jakiś czas, a resztę ewentualnie dokupuję, jak jestem w pobliżu jakiegoś sklepu :) Ostatnio zaczęłam chodzić na siłownię na bieżnię (tymczasowo mam ciut więcej czasu, ale podejrzewam że nie potrwa to długo), co się okazało podwójnie fajne, bo korzystam sobie z WiFi i oglądam filmiki urodowe na YouTube w czasie biegania, a zwykle nie miałam na to czasu :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wiem, o co chodzi, bo ja na rowerze stacjonarnym czytam i czasem też pracuję. I rozmawiam przez telefon. Kiedy dzwoni jakaś gaduła, wsiadam na rowerek. :-)

      Podziwiam chodzenie na siłownię! Korzystaj, jeśli możesz! :-)

      Usuń
  17. Ja ostatnio coraz częściej praktykuję bieg do autobusu. Dziwnym trafem - a może podświadomie - wychodzę zawsze za późno...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak to i ja biegam. :-) Niby u mnie autobusy jeżdżą często, więc nie muszę wychodzić na konkretny, ale już z daleka widzę, kiedy coś jedzie i wtedy trenuję sprint. ;-)

      Usuń
  18. Fajnie, że wiosna, będzie można w końcu pojedźić na rowerze.

    OdpowiedzUsuń
  19. W zeszły weekend spędziłam godzinkę na rowerze - potrzebowałam tego! Świeże powietrze i aktywność - najlepsze

    OdpowiedzUsuń
  20. A jak ma się sprawa u Ciebie z wypadaniem włosów, gdy się jest posiadaczką niedoczynności tarczycy. Można nad tym zapanować?

    OdpowiedzUsuń