Pierwszy zapach Milk Tonic o nazwie „No. 1” tak mi przypadł do gustu, że gdy dowiedziałam się, że powstały kolejne, byłam ich bardzo ciekawa.
Lubię niebanalne, ciekawe „niszowe” zapachy, a "No. 1" do takich należy. Intrygujące połączenie kakao, wanilii, śliwki i zielonego tytoniu - więcej o nim napisałam tutaj.
Tymczasem pojawiły się dwa nowe: „No. 6” i „No. 9”. Co z brakującymi cyferkami – nie wiem, ale mam nadzieję, że wkrótce pojawią się na flakonach nowych, ciekawych zapachów.
Na zdjęciu poniżej znalazły „No. 1” i „No. 6”. Braciszek i siostrzyczka, bo zapach jest „No. 6” raczej „kobiecy” - kwiatowo-owocowy.
Otwarcie jest świeże i kwiatowe: z przewagą róży i czegoś jeszcze. Podejrzewam, że to właśnie ta nuta prosecco. Podejrzewam, bo muszę tu przyznać, że nie wiem, jak pachnie prosecco. Chyba za rzadko piję… ;-) I wychodzi na to, że powinnam częściej zaglądać do kieliszka! ;-D
W każdym razie na początku jest kwiatowo i świeżo, rześko. Taki zapach letniego bukietu, być może stojącego pośród kieliszków z musującym prosecco. Bardzo przyjemnie… ;-)
Później zapach się rozwija i wyczuwamy liczi i malinę. Robi się więc jeszcze bardziej apetycznie. Pomiędzy kwiaty i kieliszki wjeżdżają owoce – świeże i pachnące.
Różowy kolor na flakonie bardzo pasuje mi do tego zapachu. I właśnie ten odcień. Zapach jest właśnie taki jasnoróżowy: kwiatowo-owocowy, lekki i apetyczny.
W miarę upływu czasu świeżość i rześkość kwiatowych płatków ustępuje miejsca owocowej słodyczy. Bąbelki z prosecco ulatują, ale słodycz pozostaje i trwa. Na mojej skórze po kilku godzinach ciągle jest wyczuwalny.
Zauważyłam, że ostatnio w blogowych (i instagramowych) postach o zapachach wiele uwagi poświęca się temu, gdzie i na jaką okazję jest to zapach. Osobiście jestem zwolenniczką dopasowywania zapachów raczej do swoich upodobań i nastrojów, niż do okazji, ale myślę, że ten zapach jest uniwersalny. Sprawdzi się i na wieczorne wyjście, i na co dzień.
„No. 6” jest autorskim dziełem polskiej marki Milk Tonic. Ma ładny – prosty flakon, ozdobiony jedynie kokardką, a dodatkowo flakon jest zamknięty w widocznej na zdjęciu tubie. To dobry sposób na ochronę przed światłem, które może wpłynąć na zapach.
Cena jest „przyjazna dla portfela” – za 30 ml zapłacimy 79 zł (cena w sklepie producenta).
Aha, no i Milk Tonic to jedna z tych marek perfumowych, które podają składy swoich perfum, co też mnie bardzo cieszy.
Skład:
Alcohol Denat., Fragrance (Parfum), Water (Aqua), Benzyl Salicylate, Anise Alcohol, Coumarin, Linalool, Alpha Isomethyl Ionone, Limonene.
Zaciekawiłam Was tym zapachem? Lubicie takie kwiatowo-owocowe połączenia?
Nie znam w ogóle tej linii. A takie połączenia zapachowe uwielbiam.
OdpowiedzUsuńpołączenie idealne
OdpowiedzUsuńLubię owocowe zapachy ☺ Podziwiam, jak potrafisz opisać zapach, super post 👍
OdpowiedzUsuńBardzo ładny flakonik. ;) Lubię takie połączenia zapachowe. ;)
OdpowiedzUsuńCzytam ostatnio sporo o tych zapachach i mam je zamiar poznać. Podoba mi sie flakon, jest uroczy.
OdpowiedzUsuńale bym to powąchała:D
OdpowiedzUsuńurocze flakoniki ;)
OdpowiedzUsuńSporo ostatnio pojawia się tego zapachu na blogach i nie ukrywam, zaintrygował mnie! :)
OdpowiedzUsuń