Blogi zmieniły mi życie

Dawno, dawno temu nie czytałam blogów i wszystko było takie proste...


Do mycia używało się mydła, do włosów - szamponu, a potem ewentualnie odżywki i nikogo nie obchodziło, co mają w składzie. Jadało się co popadnie, a nad tym, że coś szkodzi albo że brak jakichś pierwiastków w organizmie dowiadywał się człowiek od lekarza i to tylko w wypadku, gdy trafiło się na lekarza - pasjonata.

Mieszkanie malowało się tym, co było w najbliższym sklepie z farbami tudzież w markecie budowlanym. Meble i inne sprzęty kupowało się takie, jakie akurat sprzedawały okoliczne sklepy... i tak dalej.

Źródłem inspiracji były kolorowe magazyny, z których poziomem różnie bywało. Ostatnio znalazłam stare numery niektórych i patrząc na niektóre zdjęcia lub czytając teksty, trudno mi było uwierzyć, że ktoś naprawdę zamieścił je w takim magazynie...

Kilkanaście lat temu, kiedy urządzałam mieszkanie, chwilami czułam się sfrustrowana, bo  w pracy mogłam sobie oglądać wnętrzarskie poradniki ze zdjęciami z różnych stron świata, a przy większości z nich zawartość polskich magazynów chowała się w kąt. Bardzo chciałam mieć w domu wiele z tych rzeczy, ale musiałam z tego rezygnować, bo albo były horrendalnie drogie (sprowadzane na zamówienie), albo nie były dostępne w Polsce i należało je sobie samodzielnie sprowadzić, co również przekraczało moje możliwości.


Gdy zaczęłam się malować, kupowałam pierwszy z brzegu płynny podkład, który wydawał mi się fajny i w świetle, jakie było w sklepie zdawał się pasować kolorem do mojej skóry. Podobnie z innymi kosmetykami.

Co miały w składzie, jak działały i w ogóle czy był sens je kupować – to się okazywało po zakupie. Ale jeśli były drogie, człowiek i tak sam siebie przekonywał jak mógł, że to naprawdę dobrze wydane pieniądze, żeby nie mieć poczucia, że przeputał je kompletnie bez sensu. ;-)

Miałam wtedy dosyć podstawowe kosmetyki, takie rzeczy jak róże, bronzery czy rozświetlacze w ogóle nie wchodziły w grę. Sadziłam, że bronzer to coś, co nakładają na twarz „blachary” chcące uchodzić za opalone, a róż – dziwne osoby malujące się „na matrioszkę”. O rozświetlaczach w ogóle nie wiedziałam.


Nie miałam też pędzli do makijażu, bo sądziłam, że puder nakłada się tą małą płaską gąbką, która znajduje się w puderniczce, podkład - palcami, a cienie - pacynką.

Było niby prosto i to było fajne, tylko ciągle miałam jakieś alergie. Myślałam nawet, że mam trądzik (ale przeszedł mi on jak ręką odjął, gdy tylko odstawiłam swe alergeny). Włosy też miałam takie jakieś niejakie... No i w mieszkaniu też niejedno bym zmieniła, ale nie wiedziałam, jak.

Później trafiłam na blogi, no i... stało się...

Znalazłam rozwiązania wielu swoich problemów, ale też poznałam ogrom potrzeb, o których nie miałam pojęcia.

Dowiedziałam się, jak samodzielnie dokonać różnych zmian w mieszkaniu, ale pomysły, na które wcześniej wpadłam, teraz nagle wydały mi się jakieś kiepskie. Bo zobaczyłam coś lepszego!


Nie kupię już w ciemno drogiego kosmetyku, który jedno licho wie, co tam zawiera w swym wnętrzu i co też złego może mi zrobić. Ale za to zamiast jednej malutkiej kosmetyczki, mam całą szafkę wypełnioną po brzegi! I jeszcze pół lodówki biochemii. :-)

Gdy kupuję szampon, czy mydło, o tuszu do rzęs nie wspominam już nawet, robię „risercz” jakbym miała pisać doktorat.

Ciągle brakuje mi czasu, ale szukam składu głupiej pasty do zębów po sieci przez dwie godziny... A żeby kupić coś do mieszkania potrzebuję wielodniowych badań źródłowych na temat materiałów, technologii i analizowania, czy to aby na pewno będzie pasować.


No, ale przecież nie mogę tak po prostu kupić czegoś pierwszego z brzegu, bo na pewno okaże się bublem! Który w dodatku poczyni szkody. I jeszcze więcej czasu zajmie mi usuwanie ich... A potem i tak będę musiała poszukać tego właściwego czegoś tam!

W dodatku blogi wpłynęły nie tylko na mnie, ale także na rynek. Teraz o wiele łatwiej kupić zdrową żywność, naturalne kosmetyki, a oferta sklepów z wyposażeniem zdjęć znacznie się poszerzyła.

Dzięki temu jest większy wybór... ale... większy wybór to trudniejszy wybór! :-)

A przy tym wszystkim mam to filozoficzne przekonanie, że nadal wiem, że nic nie wiem. O tych wszystkich kosmetykach, biochemiach, zdrowym odżywianiu, urządzaniu wnętrz i w ogóle wszystkim... Nic nie wiem, no nic! ;-)

I na co mi to było?

Na to, że chyba lepiej się czuję, przyjemniej mi się żyje i... choć wiem, że nic nie wiem, to coś tam jednak już wiem o jakimś kolejnym, małym wycinku rzeczywistości.

Znacie to?


47 komentarzy:

  1. Ja zanim zaczęłam prowadzić bloga to sama śledziłam inne i to nie reklamy w tv skłaniały mnie do zakupu lub rezygnacji. Tylko właśnie wpisy, poznałam fantastyczne osoby (kilka realnie) i też dowiedziałam się kilku bardzo fajnych rzeczy :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja też najpierw czytałam blogi, a potem dopiero zaczęłam pisać. Co do reklam w TV, to ich nie oglądałam jeszcze wcześniej, bo od kilkunastu lat żyję bez TV. :-) Niestety nie mogę uniknąć reklam na ulicach, itp...

      No, ale właśnie to czytanie blogów tak na mnie wpłynęło...

      Usuń
  2. A ja tyle fajnych rzeczy odkryłam dzięki blogom i prowadzeniu własnego ;)

    OdpowiedzUsuń
  3. Kiedy uświadomiłam sobie, że cienie nakłada się pędzlami (a przede wszystkim trzeba je blendować), puder zniweluje świecenie a zmiana pielęgnacji włosów może zupełnie zmienić ich wygląd to było mi wstyd, że przez kilka lat wyglądałam źle:) Prawda jest taka, że w ten sposób żyła każda z nas, ale miało to swój urok:) Wiadomo, że porównując róże rzeczy w internecie możemy uniknąć bublowego zakupu:)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Kupiłaś nas tym zdaniem: "Prawda jest taka, że w ten sposób żyła każda z nas, ale miało to swój urok" :)

      Usuń
    2. Zgadzam się z Mysią, że to zdanie ma moc. :-)

      I jeszcze myślę teraz, że ja kiepsko wyglądałam jeszcze dłużej, bo jestem starsza i dłużej musiałam żyć bez takich informacji... ;-)

      Usuń
  4. Oj znam to, i to jak! Wcześniej ciągle miałam problemy z cerą, jak nie syfki to pokrzywka czy inne dziadoustwo. Teraz z przyjemnością patrzę w lusterko, taki ze mnie narcyz ;)))) I to wszystko dzięki blogosferze :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie! Mam podobne doświadczenia! Blogi mnie uratowały od tych potworów na twarzy!

      (Choć teraz własnie zaliczam alergię na coś, ale najwyraźniej to nie kosmetyki - podejrzewane są pyłki jakoweś albo coś, co jest używane przy remoncie w budynku).

      Usuń
  5. Coś w tym jest, za dużo odkrywam dzięki blogowi bo mam same dylematy ;D

    OdpowiedzUsuń
  6. Sama miałam niedawno takie przemyślenia - co by było bez tych blogów!?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Miałybyśmy od groma czasu, ale za to alergie, problemy ze skórą, włosami, itp.

      Coś za coś! ;-)

      Usuń
  7. Ale ile wtedy było wolnego czasu np. na czytanie książek ;)
    A i w portfelu pieniędzy było jakby więcej :D

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja na czytanie książek nadal znajduję czas, ale oczywiście kosztem innych rzeczy (np. w ogóle nie oglądam TV, seriali, itp. - nie ma kiedy! ;-) )

      Usuń
  8. Haha, mam to samo ;) Najpierw nie kupiłam niczego do włosów czego nie chwaliłaby Anven, a teraz kupuję perfumy dopiero po rekomendacji Marcina Budzyka, a "przez" Ciebie mam w domu mnóstwo bibelotów, o których istnieniu nie wiedziała, ale które, okazało się, muszę koniecznie mieć! Muszę się zacząć leczyć :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Czuję się winna!

      Na mnie tez wpływ miała Anwen i wiele innych włosomaniaczek, a kiedyś przez Cathy wydałam majątek na minerały! ;-)

      A co do perfum, to jeśli jesteś podatna - nie wchodź czasem na bloga Sabbath, bo to zło jest. ;-)

      Usuń
  9. Tym postem trafiasz w samo sedno!

    OdpowiedzUsuń
  10. dzięki temu że prowadzę bloga i czytam wiele innych jestem bardziej świadoma jeśli chodzi o składy kosmetyków, nie sięgam już po pierwszy lepszy kosmetyk w drogerii i moja cera jest mi za to wdzięczna :-)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. :-)

      Mam podobnie!

      I to dotyczy także różnych innych sfer życia...

      Usuń
  11. Świetnie napisane :)
    Życie było prostsze, ale mniej kolorowe :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Świetnie to podsumowałaś, Aniu! :-)

      Usuń
  12. Oj tak, pamiętam kosmetyki kupowane w kiosku, nieprzejmując się odcieniem, właściwościami. Pędzel miałam jeden, do pudru i... wcale go nie myłam, bo nikt mi nigdy nie powiedział, że tak trzeba! Z jednej strony super, że teraz moja świadomość jest o niebo większa. A z drugiej, myślę że mam całą masę zupełnie niepotrzebnych chciejstw ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. No właśnie!

      Też pamiętam takie zakupy. no i mnie też nikt nie mówił, że trzeba prać tę gąbkę od pudru...

      Usuń
  13. Właśnie sobie zdałam sprawę, że dwa dni rozkminiałam, jaki puder kupić tym razem. Kiedyś po prostu weszłabym do drogerii i wzięła najtańszy. I nigdy w życiu nie użyłabym henny do włosów- babranie się w ziołach było dla szurniętych wiedźm hasających po łąkach z barankiem. Nie brałam udziału w konkursach, bo... się wstydziłam. Blogi naprawdę sporo zmieniają ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Haha! Fajne to o hennie - to cała ja! :-) Zwłaszcza, gdyby dodać "o świcie" (nienawidzę wcześnie wstawać). :-)))

      A co do rozkminiania to... nawet nie mów. Na dodatek ja mam taką naturę, że generalnie lubię wszystko rozkminiać i analizować, więc...

      Usuń
  14. O tak, internet otwiera oczy i poszerza horyzonty! Ja od kiedy odnalazłam się w świecie fit-blogów odstawiłam wszystkie gazety typu Women's Health, które pisały o tym jak malować się na siłownię, a czasem połowa artykułów zupełnie mnie nie interesowała, przepisy były z kosmicznych produktów, a badania naukowe na których opierali artykuły jakieś takie podejrzane..

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. O! Te magazyny potrafią dać czadu! Nigdy nie zapomnę, jak któryś napisał o badaniach, z których wynika, że należy robić tylko 24 "brzuszki", bo jak zrobisz więcej, to i tak Ci nic nie dadzą. Liczą się tylko 24 i tylko one działają. :-)

      Usuń
  15. Trafione w punkt, czytanie blogów też wprowadziło duże postępy w moim życiu, dlatego postanowiłam założyć własny :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Stąd się chyba wzięła większość blogerek. ;-)

      Usuń
  16. Też uważam, że blogi to fajna sprawa. zawsze można spojrzeć na rzeczy z czyjegoś punktu widzenia i dostać olśnienia!

    OdpowiedzUsuń
  17. Blog to świetna sprawa a najfajniejsze jest poznać osobę której blog czytuje się od dłuższego czasu.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się! Poznałam w ten sposób wiele świetnych osób! :-)

      Usuń
  18. oj tak blogowanie na mnie też wpłynęło może myślałam nico inaczej ale skutek ten sam

    OdpowiedzUsuń
  19. Czytam i jakbym słyszała siebie. Też mam podobne spostrzeżenia i nie trudno zauważyć, że blog zmienia życie. Ale czy aby do końca na lepsze ? Z jednej strony wiele dobrego się zmieniło w moim życiu, z drugiej blog potrafi niepostrzeżenie kraść czas

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. P.s pozwoliłam sobie udostępnić wpis na moim fb :)

      Usuń
    2. Dziękuję za udostępnienie! Zastanawiałam się, kto mi taki ruch z Facebooka nabił. ;-)))

      Usuń
  20. Wynikałoby, że blogi to więcej problemów nam dostarczyły ;) Ale co z tego, jak to takie przyjemne problemy. Nawet jeżeli, jak wspomniałaś, przez godziny czyta się składy, a głupie wyjście do sklepu okazuje się być biegiem z przeszkodami.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ale wiele problemów blogi nam rozwiązały. Np. ja już nie pamiętam, co to "atopowe" (albo i nie, jak się okazuje) zmiany na skórze... A one komplikowały życie...

      Usuń
  21. Tak, bez blogów życie było prostsze. Ale, z drugiej strony, blogi są dla mnie kopalnią wiedzy wszelakiej (mniej lub bardziej przydatnej).

    OdpowiedzUsuń
  22. O tak - dopóki nie czytałam blogów nie wiedziałam o wielu swoich potrzebach ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Blogi powiedzą Ci, czego potrzebujesz... I to jest własnie ta ich ciemna strona czasami... ;-)

      Usuń